środa, 23 listopada 2011
Dwa dni o twierdzy

To już trzecie przedsięwzięcie lokalnych historyków dowodzonych przez Roberta Słotę. Konferencja poświęcona Twierdzy Koźle zapowiada się pasjonująco.

Konferencja naukowa Zapowiedź wydania monografii kozielskich fortyfikacji, wygłoszona w czerwcu na I Kędzierzyńsko-Kozielskim Forum Historycznym, zelektryzowała miłośników lokalnej historii. Nareszcie! Nazwisko dr Grzegorza Podrucznego, jednego z czołowych w kraju znawców tematyki fortyfikacji, mówi samo za siebie i daje gwarancję powodzenia przedsięwzięcia. Teraz muszą się jeszcze znaleźć fundusze na badania - w tej kwestii niebagatelna jest rola władz miasta. Ciekaw jestem, czy wypowie się na ten temat prezydent Tomasz Wantuła, który otworzy nadchodzącą konferencję.

Będzie to nie lada wydarzenie. Ośmielę się stwierdzić, że swoim bogactwem (2 dni!) i atrakcyjnością przebija niedawne seminarium naukowe. Wśród gości sporo ciekawych nazwisk. Obok dr Podrucznego i Roberta Słoty pojawią się m.in. Mariusz Wojciechowski, autor jednego z nielicznych artykułów o naszej twierdzy (oraz m.in. współautor monografii Twierdzy Poznań), Marcin Wichrowski, pracownik Muzeum Twierdzy Kostrzyn, czy Tomasz Przerwa, współautor monografii Twierdzy Srebrna Góra. Pojawią się młodzi prelegenci: Tomasz Karpiński, doktorant na UAM w Poznaniu, specjalista od wojny siedmioletniej, także studenci dr Podrucznego, z którymi inwentaryzował pozostałości twierdzy latem ubiegłego roku. Kolejny raz przyjadą pracownicy Instytutu Historii UO, dr hab. Tomasz Ciesielski i dr Magdalena Przysiężna-Pizarska. 

Ciekawy będzie w zasadzie każdy referat, choć ja osobiście chyba najbardziej czekam na wystąpienie Marcina Wichrowskiego na temat Fortu Kronprinz (Fort Następcy Tronu). To bowiem wyjątkowo mało znany obiekt, w zasadzie nie było do tej pory na jego temat niemal żadnych informacji.

Z wydarzeń towarzyszących warto wymienić prezentację najnowszej książki dr Podrucznego oraz wycieczkę po twierdzy z nim w roli przewodnika.

Ciekawe jest też miejsce konferencji, wcześniej w filii Biblioteki Pedagogicznej właściwie nie odbywały się takie wydarzenia. Po remoncie jednak budynek prezentuje się wyjątkowo efektownie. Warto też zauważyć, że duchowym patronem konferencji będzie nieżyjący prof. Karol Jonca, bardzo zasłużony dla popularyzacji wiedzy o twierdzy kozielskiej. Tablicę jemu poświęconą odsłonięto w korytarzu biblioteki w zeszłym roku.

Warto polecić stronę internetową projektu, choć na razie wygląda ona zdecydowanie na „under construction”.

 


Program konferencji naukowej „Twierdza Koźle”

25-26 listopada 2011 r., czytelnia Biblioteki Pedagogicznej, ul. Piastowska 20

 

Piątek, 25 listopada

16.00-16.10 Otwarcie konferencji. Powitanie uczestników w imieniu organizatorów - prezydent miasta Kędzierzyn-Koźle Tomasz Wantuła

- 16.10 mgr Robert SŁOTA - Porozumienie w sprawie badań historycznych – prezentacja głównych założeń. Ścieżka edukacyjna „Twierdza Koźle”

- 16.30 dr Grzegorz PODRUCZNY - Modernizacja twierdzy Koźle na przełomie XVIII i XIX wieku

- 17.00 mgr Mariusz WOJCIECHOWSKI - Fort Fryderyk Wilhelm a francuska myśl fortyfikacyjna końca XVIII wieku

- 17.30 mgr Marcin WICHROWSKI - Kozielski fort Kronprinz na tle pruskiego budownictwa warownego lat 60. XIX wieku

- 18.00 dr hab. Tomasz CIESIELSKI - Armia austriacka na Śląsku w XVIII wieku

18.30 dyskusja

19.45 prezentacja książki Grzegorza Podrucznego „Twierdza od wewnątrz. Budownictwo wojskowe na Śląsku w latach 1740-1806”

Sobota, 26 listopada

10.00 Uroczyste przekazanie pocisku artyleryjskiego Towarzystwu Ziemi Kozielskiej

- 10.15 mgr Olgierd KNIEJSKI - Andrzej Kochcicki starszy, pan na kozielskim zamku w latach 1617-1626

- 10.45 mgr Tomasz KARPIŃSKI - Twierdza Koźle w czasie wojny siedmioletniej

- 11.15 mgr Robert SŁOTA - Twierdza i miasto Koźle w 1864 roku w świetle źródeł archiwalnych

11.45 dyskusja

12.00 przerwa na kawę

- 12.15 dr Magdalena PRZYSIĘŻNA-PIZARSKA - Twierdza kozielska jako temat badawczy dla archeologa

- 12.45 Łukasz ALBERSKI, Kamil ZARZYCKI, Bartosz WOŹNIACKI - Wyniki inwentaryzacji pozostałości twierdzy Koźle

- 13.15 dr Tomasz PRZERWA - Od miasteczka po garnizon forteczny. Srebrna Góra w XVIII wieku

13.45 dyskusja i podsumowanie konferencji

14.00 wycieczka śladami pozostałości Twierdzy Koźle


wtorek, 22 listopada 2011
Seminarium

I tu wpis też będzie.

poniedziałek, 24 października 2011
Lokalne dziedzictwo (wielo)kulturowe - już jutro w MBP XVI seminarium

„Lokalne dziedzictwo (wielo)kulturowe i walory przyrodnicze jako wartość promocyjno-turystyczna” to temat kolejnego, już 16, Kędzierzyńsko-Kozielskiego Seminarium Naukowego. Arcyciekawy temat, który od jakiegoś czasu coraz częściej pojawia się w dyskusjach o naszym mieście.

Kędzierzyn-Koźle nigdy nie był znaczącym punktem na turystycznej mapie Polski. W przewodnikach więcej miejsca poświęcano Brzegowi, Nysie, Głogówkowi... I trudno się dziwić, bo takich zabytków, jak wymienione miejscowości nasze miasto po prostu nie ma. Ma jednak inne.

Problemem jest jednak ich stan. Co z tego, że w Koźlu znajduje się jeden z najstarszych zamków piastowskich w Polsce, skoro w większej części jest w ruinie. Rozsypują się pozostałości kozielskiej twierdzy, do których trafić umieją jedynie nieliczni miejscowi. Ciekawy zabytek techniki, dawna papiernia, została wyburzona, na co naiwnie pozwolili miejscy radni przy uchwalaniu miejscowego planu zagospodarowania przestrzennego. Śluzy Kanału Kłodnickiego służą jako źródło materiałów budowlanych albo jako wysypisko śmieci. W ruinę popada gigantyczny śródlądowy port, o stworzeniu szlaku bitwy o benzynę myśli jedynie garstka zapaleńców ze stowarzyszenia Blechhammer 1944.

A przecież rosnąca moda na „turystykę alternatywną” to ogromna szansa dla takich miast jak nasze. Taka ilość różnorodnych ciekawych obiektów (zabytki architektury militarnej kilku epok, przemysłowe, hydrotechniczne) na pewno mogłaby przyciągnąć wielu turystów. Owszem - trochę innych i pewnie mniej licznych niż „śląski Rzym” czy zamek w Brzegu.

Nadchodzące seminarium powinno stać się punktem wyjścia do dyskusji na ten temat. Jak zwykle na naszych seminariach bywa, część wystąpień będzie natury ogólnej, a część będzie odnosić się ściśle do Kędzierzyna-Koźla. Kilka wystąpień zapowiada się szczególnie ciekawie. Zastanawiam się, jak do tematu pamięci społecznej i kulturowej w mieście podejdzie Paweł Nycz. Na naszym terenie to kwestia wyjątkowo skomplikowana... Mam też nadzieję, że tym razem z programu nie wypadnie punkt ostatni (dyskusja) - mam wrażenie, że może być ciekawszy niż niejeden referat.

 


Program XVI Kędzierzyńsko-Kozielskiego Seminarium Naukowego Lokalne dziedzictwo (wielo)kulturowe i walory przyrodnicze jako wartość promocyjno-turystyczna

25 października 2010 r., Miejska Biblioteka Publiczna, ul. Rynek 3

 

Otwarcie seminarium (9:45-10:00)

- Tomasz Wantuła - prezydent miasta

- wystąpienia gości

- dr Edward Nycz (moderator)

Sesja I (10:00-11:45)

- dr Elżbieta NIEROBA - Uchwycić genius loci. Dziedzictwo kulturowe jako źródło inspiracji w procesach kreowania wizerunku regionu

- mgr Anna CZERNER - Sprawdzone przepisy na wypromowanie atrakcji turystycznej - dyskretna moc przewodników po regionie i szlaków turystycznych

- mgr Paweł SADŁO - Społeczne uwarunkowania rozwoju turystyki w regionie. Przykład Kędzierzyna-Koźla

- dr Arkadiusz NOWAK - Bioróżnorodność Ziemi Kozielskiej

- lic. Paweł NYCZ - Mieszkańcy miasta a pamięć społeczna i kulturowa miejsca

Sesja II (12:15-14:15)

- mgr Helga BIENIUSA - Szkolne wymiary edukacji regionalnej

- mgr Anetta SAŁACKA - Strategia rozwoju obszaru działania Fundacji Euro-Country szansą na wykorzystanie lokalnych zasobów przyrodniczych, historycznych i kulturowych

- mgr inż. Waldemar BIELIŃSKI - Kędzierzyńsko-kozielska turystyka jako projekt do/w realizacji. Refleksje mieszkańca

- mgr inż. Arkadiusz MAŃCZYK - Najciekawsze miejsca turystyczne w kędzierzyńskich lasach

- mgr Dariusz KANTOR - Znaczenie promocyjno-turystyczne lokalnego dziedzictwa kulturowego w tworzeniu produktów turystycznych na przykładzie projektu CITY WALK

Dyskusja i zakończenie XVI Seminarium (ok. 14:30)


piątek, 09 września 2011
Historia kozielskich dzwonów

Tu też coś będzie!

18:45, mnovack
Link Dodaj komentarz »
środa, 07 września 2011
Historyczne forum

Zaklepanie daty.

22:17, mnovack
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 30 czerwca 2011
3 x TAK!

65 lat temu odbyło się „referendum ludowe”. Ślady wydarzeń z 30 maja 1946 r. można w Koźlu napotkać jeszcze dzisiaj.

Referendum polegać miało na udzieleniu przez społeczeństwo odpowiedzi na trzy pytania: 1. Czy jesteś za zniesieniem Senatu? 2. Czy chcesz utrwalenia w przyszłej konstytucji ustroju gospodarczego zaprowadzonego przez reformę rolną i unarodowienia podstawowych gałęzi gospodarki krajowej z zachowaniem podstawowych uprawnień inicjatywy prywatnej? 3. Czy chcesz utrwalenia zachodnich granic państwa polskiego na Bałtyku, Odrze i Nysie Łużyckiej?

W rzeczywistości głosowanie to miało jedynie odwlec wybory do Sejmu, których przeprowadzenie było jednym z elementów ustaleń podjętych na konferencji w Jałcie. Komuniści pragnęli zyskać czas na rozbicie PSL, cieszącego się największym poparciem w społeczeństwie. Referendum miało być też próbą generalną fałszowania głosowania.

 



23:39, mnovack
Link Komentarze (2) »
środa, 29 czerwca 2011
Agora na ugorze

W piątek 13 maja miałem przyjemność uczestniczyć w I Agorze Kędzierzyńsko-Kozielskiej pod hasłem „Kędzierzyn-Koźle 2030 – obumarłe miasto?”. Nowa inicjatywa stowarzyszenia „K-K pochwal się miastem” niewątpliwie ma szanse stać się znaczącym forum dyskusji na tematy związane z Kędzierzynem-Koźlem.

I Agora Kędzierzyńsko-KozielskaPoprzednie inicjatywy stowarzyszenia można było określić jednym słowem – znakomite. Czy to debata kandydatów na prezydenta, czy warsztaty dla dzieci, czy dyskusje z licealistami – wszystkie one przywracały nadzieję, że jednak istnieją jeszcze w tym mieście jakieś ukryte zasoby kreatywności, świeżych pomysłów i społecznego kapitału.

Spotkanie odbyło się w sali kinowej „Chemika” o godzinie 10.00 rano. Rzecz jasna, oznaczało to ograniczenie publiczności do spędzonych z lekcji uczniów, emerytów, tudzież innych dziwnych osobników typu ja.

Paweł Nycz, moderator dyskusji z ramienia stowarzyszenia (inni jego członkowie byli tym razem nieobecni), zaprosił do udziału w nim socjologów Uniwersytetu Opolskiego dr Edwarda Nycza (prywatnie – ojca) i dr hab. Roberta Geislera oraz doradcę prezydenta miasta, dr Bogdana Tomaszka i Marcina Ociepę, wiceprzewodniczącego Rady Miasta Opola (prywatnie – kolegę ze stowarzyszenia „Horyzonty”). Na sali zasiedli głównie uczniowie „żeglugi” i „budowlanki” (zaskakiwała nieco nieobecność licealistów). Pojawiło się też kilka innych znanych postaci m.in. dr Borys Cymbrowski, kolejny socjolog UO i uczestnik ostatniego miejskiego seminarium, oraz paru lokalnych działaczy i polityków.

Edward Nycz zgrabnie przedstawił zebranym uwarunkowania społeczne, przestrzenne, socjologiczne i ekonomiczne, które decydują o tym, że Kędzierzyn-Koźle znajduje się właśnie w takim miejscu, w jakim się znajduje. Niespójne, rozproszone terytorialnie miasto bez wyższej uczelni, kapitału społecznego i rozwiniętych usług - ten niewesoły obraz znamy nie od dziś.

Debata trwała około dwóch godzin i wywołała we mnie mieszane uczucia. Słuszne słowa dr Geislera, że trzeba stawiać na innowacje, na coś, czego nie mają inni, trochę zginęły w potoku propagandy sukcesu prezentowanej przez Bogdana Tomaszka. Ten z kolei nieustannie mówił o przemyśle chemicznym, o inkubatorach, klastrach, o szkole wyższej, Kanale Gliwickim - miałem wrażenie, że tę muzykę znam od dawna, tylko pytanie, czemu w tym mieście nikt nie jest w stanie jej zagrać jak należy... Słowa mamy ogromny potencjał, dzięki któremu możemy przegonić nawet Opole pozostawiam bez komentarza. Stolica województwa gra już bowiem w innej lidze, jak uzmysłowił nam czołowy opolski polityk Marcin Ociepa. Bo gdy Opole musi zmagać się z konkurencją Wrocławia i Katowic, Kędzierzyn-Koźle nie jest dlań żadnym punktem odniesienia. Ociepa mówił też sporo o społeczeństwie obywatelskim - obawiam się, że to, co oczywiste w Opolu, w Kędzierzynie-Koźlu będzie się jeszcze długo przebijać do świadomości - nie! Nie tylko władzy. Mieszkańców też, niestety.

Debata

Debata w "Chemiku". Od lewej: Marcin Ociepa, Robert Geisler, Bogdan Tomaszek, Edward Nycz

Warto zwrócić uwagę na inną tezę dr Geislera. Jego zdaniem dobrze, że w latach 90. ub. wieku nie powstała w Kędzierzynie-Koźlu szkoła wyższa. - Jakiego typu absolwentów dałaby ta szkoła i co by się z nimi stało? Na jakie zawody jest teraz największe zapotrzebowanie? Na pewno nie na humanistów - stwierdził.

Spośród przybyłych uczniów najbardziej dał się zapamiętać Gracjan Miernicki, wyrażający typowy dla kędzierzyńsko-kozielskiej młodzieży Weltschmerz. Brak pubów, rozrywek, sposobów spędzania wolnego czasu... Nic się nie zmieniło od tzw. moich czasów.

Największą wadą tej dyskusji była niewielka uwaga poświęcona czynnikom innym niż gospodarka i edukacja - przede wszystkim kulturze, jakości życia w mieście (zapamiętałem głównie hasło Marcina Ociepy: od żłobka po uniwersytet trzeciego wieku), sposobom poprawienia jego niekorzystnej struktury przestrzennej. Gdy chciałem podjąć te wątki, prowadzący Paweł Nycz akurat zakończył debatę...

Następna ma odbyć się w Koźlu. Mam nadzieję, że w bardziej dogodnym terminie. I w mniej przypadkowym (nawet jeśli bardziej kameralnym) gronie ze strony publiczności. Na pewno jest o czym debatować.

środa, 06 kwietnia 2011
Requiem dla triathlonu

Cieszę się, że miejscem zmagań sportowców jest właśnie Kędzierzyn-Koźle, gdyż udowodniliście, że potraficie przygotować w pełni profesjonalne, międzynarodowe zawody. Tu wszystko kręci się wokół sportu.
Krzysztof Piątkowski, prezes Polskiego Związku Triathlonu, wypowiedź z maja 2009 r. (źródło: materiały prasowe autorstwa Andrzeja Kopackiego)

Jak Kędzierzyn-Koźle nie chce sfinansować imprezy, to jej nie będzie. Koniec, kropka.
Krzysztof Piątkowski, wypowiedź z marca 2011 r. (źródło: nto.pl)

 

Kędzierzyn-Koźle nie zorganizuje Mistrzostw Europy w triathlonie. To koniec największej imprezy sportowej w naszym mieście i koniec wielomiesięcznych medialnych spekulacji, które jak zwykle obok nielicznych racjonalnych argumentów przyniosły masę populizmu i demagogii.

Puchar Europy w triathlonie pojawił się w Kędzierzynie-Koźlu w 2006 r. Pomysłodawcą zorganizowania zawodów był Adam Wołkowski, wówczas kierownik Wydziału Kultury, Sportu i Rekreacji w urzędzie miasta. Grunt dla imprezy nie był zupełnie nowy. Zawody rangi krajowej były tu organizowane od wielu lat, a lokalną triathlonową ikoną stał się Stanisław Zajfert, wielokrotny mistrz Polski seniorów i weteranów.

Po czterech latach i czterech bardzo udanych Pucharach Europy (Premium European Cup, a więc wyższej rangi niż „zwykłe” zawody PE) Kędzierzyn-Koźle zaczął być uznawany za „polską stolicę triathlonu”. Organizatorzy zaczęli snuć marzenia o zrobieniu kolejnego kroku i zorganizowaniu Pucharu Świata. Nie udało się, ale w zamian Europejska Unia Triathlonu (ETU) powierzyła nam zorganizowanie Młodzieżowych Mistrzostw Europy, połączonych ze zmaganiami juniorów.

Triathlon

Puchar Świata w triathlonie w Kędzierzynie-Koźlu w 2009 r. - areną konkurencji pływania była Odra

Niestety, w 2010 r. przeciwności losu, których i wcześniej nie brakowało (by przypomnieć wysoki stan Odry w 2007 r., uniemożliwiający przeprowadzenie konkurencji pływania i zmuszający do jej przeniesienia na Dębową), zwyciężyły i zawody zostały odwołane. Wydawało się, że niszczycielska powódź oznacza koniec triathlonowych marzeń na lata, jednak dyplomatyczne zabiegi szefa zawodów oraz prezesa PZT Krzysztofa Piątkowskiego przyniosły efekt. ETU przyznała nam mistrzostwa po raz kolejny.

Ubiegłoroczne wybory przyniosły jednak rewolucję w miejskich władzach. Prezydent Wiesław Fąfara, zwolennik imprezy, został pokonany przez Tomasza Wantułę. Ten ostatni wygrał wybory m.in. dzięki hasłom wprowadzenia większej dyscypliny finansowej i „słuchania głosu mieszkańców”. Szybko okazało się, że na triathlon w miejskiej kasie nie ma pieniędzy. PZT dostał ultimatum – albo znajdzie 400 tys. złotych, albo zawodów nie będzie. Media co rusz przynosiły nowe, sprzeczne informacje: triathlonu nie będzie, będzie, nie będzie... Ta ostatnia jest jednak ostateczna, bo oparta na oficjalnym oświadczeniu zamieszczonym na stronie internetowej miasta.

 

Triathlon: za i przeciw

Powiem szczerze: byłem przeciwnikiem organizowania wielkich triathlonowych imprez w Kędzierzynie-Koźlu. Jednak jeszcze bardziej denerwuje mnie „wylewanie dziecka z kąpielą”, a – w mojej opinii – do tego właśnie doszło.

Kalendarz PZT 

Kalendarz imprez zamieszczony na stronie Polskiego Związku Triathlonu
Źródło: www.triathlon.pl

Nie było to wydarzenie zwyczajne. Byliśmy jedynym miastem w Polsce organizującym zawody tej rangi (w 2008 r. Puchar Europy zorganizował też Poznań, ale na jednym razie się skończyło).

Czy była to dla nas impreza „ponad stan”? Trudno powiedzieć. Puchary Europy organizowały miasta większe od naszego (Genewa, Nowy Sad, Antalya), ale i porównywalne (Karlowe Wary) albo nawet mniejsze (hiszpańskie Banyoles, belgijskie Brasschaat). Ba, węgierskie miasteczko Tiszaújváros od kilkunastu lat organizuje Puchar Świata! Wydaje się więc, że triathlon w Kędzierzynie-Koźlu nie był większą – zachowując wszelkie proporcje – ekstrawagancją niż np. multimedialna fontanna we Wrocławiu (koszt: 20 mln zł) czy żużlowe Grand Prix w Gorzowie Wielkopolskim (tamtejsza rada miasta przeznaczyła na nie 17,5 mln zł). Takie rzeczy się w polskich miastach od paru lat robi, lud chce nie tylko chleba, ale i igrzysk. A dzięki nim Kędzierzyn-Koźle pojawiał się w mediach, nie tylko lokalnych. Gościli u nas znakomici zawodnicy z całego kontynentu. W mieście „coś się działo” – i nie był to kolejny festyn z piwem i kiełbaskami, tylko wydarzenie, które udowadniało, że nawet w „mieście niemożliwości” można zorganizować coś naprawdę dużego.

Dlaczego więc jednak ostatecznie „nie”?

Kalendarz ITU

Kalendarz imprez zamieszczony na stronie internetowej Międzynarodowej Unii Triathlonu
Źródło: www.triathlon.org

W mieście spustoszonym dwiema powodziami, o wielu palących potrzebach w zakresie infrastruktury, kultury, o zrujnowanych zabytkach organizowanie imprezy za ponad milion złotych musi być uznane za ekstrawagancję. Ale nawet gdyby pozwolić sobie na odrobinę szaleństwa, zasadne jest pytanie, czy pieniędzy tych nie można spożytkować lepiej. Triathlon to nie żużel ani piłka nożna. To niszowa, mało popularna dyscyplina (mimo że olimpijska), nieobecna w telewizji. Efekt promocyjny dla miasta był niewspółmierny do zainwestowanych środków. Ponadto brak sekcji triathlonu w mieście (lokalne talenty w rodzaju Ewy Komander musiały trenować gdzie indziej) sprawiał, że mieszkańcom chyba trudno było w pełni emocjonować się przebiegiem zmagań. Prawdziwe emocje sportowe w tym mieście od lat zapewniają wyłącznie siatkarze Zaksy Kędzierzyn-Koźle. Lepiej więc wspomagać Zaksę i... promować sport amatorski. Budować nowe boiska, obiekty sportowe, ścieżki rowerowe.

Triathlon

Ostatni Puchar Świata w triathlonie w Kędzierzynie-Koźlu - 30 sierpnia 2009 r.

Milion dwieście tysięcy złotych mogłoby mocno ożywić naszą kulturalną pustynię. Za takie pieniądze można organizować Wrzosowisko czy Szantki przez 20 lat. Sosnowiecki World Fusion Music Festival kosztuje 1/3 z tego. Poznański Ethno Port – około 700 tysięcy. Co prawda w przypadku wielkich festiwali jest to kropla w morzu (Open'er kosztuje 15 razy tyle, Off Festival - czterokrotność tej sumy), ale już porównywalny budżet ma legendarny Jarocin. Z tego zestawienia jasno więc wynika, że zamiast triathlonu mogliśmy mieć np. może nie topowy, ale ważny na skalę krajową festiwal rockowy albo też znakomity festiwal folk, world music czy dowolny inny „niszowy”. A za drobny ułamek przeznaczanej nań sumy moglibyśmy pomóc naszym istniejącym już imprezom w awansie do krajowej czołówki (na razie bowiem jest im do niej raczej daleko).

 

Osobliwy spektakl

Podjęta więc została słuszna decyzja. Dlaczego więc to wszystko, co się wokół niej działo, budzi tak ogromny niesmak?

Mieliśmy bowiem do czynienia z osobliwym spektaklem. Władze miasta, nie mając środków, ale jednocześnie obawiając się reakcji mieszkańców (którzy – mimo wszystko – dość licznie śledzili zawody, a zwłaszcza towarzyszące im koncerty) postanowiły przeprowadzić internetową ankietę na temat przyszłości imprezy.  Jej wyniki były z góry oczywiste. Zbyt wyraźnie była wyeksponowana suma pieniędzy (maksymalna możliwa) potrzebna do ich organizacji. Dziennikarze, którzy przez kilka lat pisali o znakomitej imprezie i świetnej promocji miasta nagle rozpłynęli się w powietrzu, a na ich miejsce pojawili się ci „dbający o publiczny grosz”, piszący o małym zainteresowaniu zawodami. Inna sprawa, że jedni i drudzy mieli zwykle identyczne nazwiska...

Gdyby ankiety internetowe miały decydować o wynikach wyborów prezydenckich w Polsce, regularnie o zwycięstwo walczyłby Janusz Korwin-Mikke. A gdyby o polityce miasta miały decydować wyłącznie statystyki, trzeba by zamknąć bibliotekę miejską i zrezygnować z większości biletowanych imprez kulturalnych. Deklarowane otwarcie na „głos ludu” zamieniło się w groteskę.

Niezbyt poważnie wyglądało też ultimatum postawione prezesowi PZT. Krzysztof Piątkowski początkowo próbował robić dobrą minę do złej gry, potem jednak przyznał, że warunków miasta nie jest w stanie spełnić. To również nie jest niespodzianką. PZT to nie PZPN, nie obraca wielkimi pieniędzmi.

 

Nie ma już nic

Z wieloletniego wysiłku finansowego i organizacyjnego nie pozostało nic. Czy tak musiało być?

Warto zadać kilka pytań organizatorom. Czy nie można było poprzestać na organizacji Pucharu Europy, kosztującego połowę mniej? Czy nie powinno się dostosowywać rozmiarów imprezy do posiadanych środków, a nie odwrotnie?

Ale i obecnym władzom miasta: czy – skoro zrobiono tak dużo, by prawo organizacji tych mistrzostw uzyskać – jeszcze ten jeden raz nie można było tej imprezy jednak zorganizować? Byłoby to godne ukoronowanie wieloletniej pracy wielu ludzi, owoc niemałych środków przeznaczanych przez miasto na zawody w latach poprzednich.

Nie sposób oprzeć się wrażeniu, że pożegnanie z triathlonem, nawet jeśli konieczne, odbyło się w złym stylu. Mamy nadzieję, że możliwości przyszłorocznego budżetu Miasta oraz znaczne środki finansowe przeznaczone przez Polski Związek Triathlonu na organizację tej rangi zawodów w Kędzierzynie-Koźlu pozwolą na wpisanie tej imprezy do kalendarza na rok 2012 – obawiam się, że powyższe zdanie jest tylko pobożnym życzeniem. Nie sądzę, by europejskie władze, drugi raz z rzędu zmuszone do szukania zastępczego miejsca dla mistrzostw, zaufały nam kolejny raz.

 

WARTO PRZECZYTAĆ:

Artykuły sprzed kilku lat, w których możemy przeczytać m.in. o „perfekcyjnej organizacji”, „świetnej promocji” i „tysiącach kibiców”, którzy z niecierpliwością czekają na kolejny Puchar Europy w triathlonie, a także o dyrektorze-herosie Adamie Wołkowskim. Warto zwrócić uwagę na apel Grześka Łabaja z NGL o utworzenie sekcji triathlonowej w Kędzierzynie-Koźlu:

- Marcin Sagan, Adam Wołkowski znów organizuje w Kędzierzynie-Koźlu Puchar Europy w triathlonie, „Nowa Trybuna Opolska” z 7.08.2009 r.

- Tomasz Gdula, W niedzielę Kędzierzyn-Koźle stanie się areną jednej z największych sportowych imprez w regionie, „Nowa Trybuna Opolska” z 27.08.2009 r.

- Grzegorz Łabaj, Mamy wielką imprezę, stwórzmy też sekcję, Nowa Gazeta Lokalna, nr 35 (528)/2009 z 31.08.2009 r.

- Tomasz Kapica, Mistrzostwa Europy w triathlonie zostaną rozegrane w Kędzierzynie-Koźlu!, „Nowa Trybuna Opolska” z 9.12.2009 r.

 * * *

Mija rok (wyborczy!) i postrzeganie imprezy zmienia się diametralnie. Nie chcą jej władze miasta, mieszkańcy domagają się jej odwołania, zaś dziennikarze nagle dowiedzieli się, że triathlon to impreza niszowa, droga i niepotrzebna miastu. Jej dyrektor w niejasnych okolicznościach odchodzi na emeryturę. Teksty demagogiczne, konformistyczne, a czasem też trzeźwe i rozsądne epoki posttriathlonowej:

- Tomasz Kapica, Kędzierzyna nie stać na ludzi z żelaza, „Nowa Trybuna Opolska” z 11.01.2011 r.

- Grzegorz Łabaj, Fajna impreza, ale kto da na nią kasę?, „Nowa Gazeta Lokalna”, nr 3 (598)/2011 z 17.01.2011 r.

- GMS, Dlaczego Wołkowski odchodzi z magistratu?, „Nowa Gazeta Lokalna”, nr 3 (598)/2011 z 18.01.2011 r.

- Tomasz Kapica, Na zawody w triathlonie Kędzierzyn-Koźle wykładał co roku aż milion złotych, mmkkozle.pl, wpis z 18.01.2011 r.

- Marcin Sagan, Rozrywka za milion, blog „Sabat do Sagana”, wpis z 19.01.2011 r.

środa, 30 marca 2011
Cosel.blox.pl w mediach, czyli wzajemna konsternacja

Cosel.blox.pl został zauważony w mediach. O blogu napisał na łamach kwartalnika „Historia Lokalna” (w rubryce Historia w sieci”) redaktor Jacek Bezeg.

„HL” pojawiła się na rynku prasowym w lipcu 2008 r. Jej twórcą jest Bolesław Bezeg, historyk z wykształcenia, były dziennikarz „Echa Gmin” oraz były redaktor naczelny „Trybuny Kędzierzyńskich Azotów” i „Gazety Lokalnej”, obecnie pracownik Polskiej Agencji Prasowej. Kwartalnik (a tak naprawdę nieregularnik - przez dwa i pół roku ukazało się sześć numerów) stopniowo poszerza zasięg tematyki: początkowo zajmował się historią Kędzierzyna-Koźla, później Opolszczyzny, ostatnio coraz częściej porusza tematy ponadlokalne.

A także, piórem ojca redaktora naczelnego, działacza Opolskiego Stowarzyszenia Pamięci Narodowej, poleca różne mniej lub bardziej ciekawe strony internetowe o lokalnej tematyce. W numerze jesienno-zimowym znalazła się tam też notka na temat mojego blogu. Zaskoczenie - bo przecież blog nie ma nawet roku, w dodatku ostatnio prowadzony jest bardzo nieregularnie.

Czytam więc, co o mnie napisano, a czytaniu towarzyszy narastająca konsternacja. Postaram się tu odnieść do niektórych „kwiatków”, tym bardziej, że w pewnych kwestiach jestem wręcz wywoływany do odpowiedzi.

Pod adresem http://www.cosel.blox.pl/html ktoś (nie wiem kto, bo podpisu brak) prowadzi stronę internetową o Kędzierzynie-Koźlu? Cóż, wydawało mi się, że ujawniłem się dość czytelnie. Zwłaszcza jak na konwencję specyficznej strony internetowej, jaką jest każdy blog - która nie zakłada wcale jawności autora (by przywołać osławioną Katarynę). Skąd wątpliwości dotyczące tematyki blogu, też nie wiem, bo wydawało mi się, że rozwiałem je już we wstępnym wpisie. Jeśli trzeba, powtórzę: blog jest o Koźlu, o Kędzierzynie-Koźlu, ale i o wszelkich sprawach, które w jakikolwiek sposób miasta dotyczą, choćby i w małym stopniu.

Cosel.blox.pl w Rozważań redaktora Bezega na temat daty powstania Koźla i Kędzierzyna-Koźla nie pojmuję. W każdej encyklopedii można przeczytać, że Kędzierzyn-Koźle jako nowy twór administracyjny powstał w 1975 r., a to, że wchodzące w jego skład jednostki osadnicze mają za sobą kilkaset lat historii, to zupełnie inna sprawa. Dlaczego nie zamieszczam herbu Kędzierzyna? A dlaczego miałbym to robić? Przecież Kłodnica, Sławięcice, a nawet Rybarze też miały swoje historyczne symbole... Z całym szacunkiem dla wizerunku orła i kolby chemicznej, symbolizował on raptem 30 lat w dziejach miasta. Wybrałem stary herb Koźla, który (po liftingu) stał się też herbem Kędzierzyna-Koźla - bo to na Koźlu skupia się znakomita większość uwagi historyka ziemi kozielskiej. Nawiasem mówiąc, proponuję red. Bezegowi wystosowanie apelu do władz Towarzystwa Ziemi Kozielskiej o zmianę nazwy...

Na szczęście później jest już sympatyczniej, choć nie wiem w jaki sposób miałbym ułatwić poruszanie się po stronie. Działam na gotowym systemie, więc możliwość zmian jest raczej ograniczona. No i oczywiście wolę, gdy zwraca się do mnie używając wołacza, a nie mianownika.

Podsumowując: raczej nie tak wyobrażałem sobie recepcję mojego skromnego dzieła. Zdumiony jestem tym bardziej, że nie jest żadną tajemnicą (wspominałem o tym nawet tutaj!) że z naczelnym „HL” miałem przyjemność współpracować dość długo (choć nieregularnie) jeszcze w „Lokalnej”. Spodziewałbym się więc, że takiego tekstu do druku nie puści.

Pomijając już fakt, że moim zdaniem na promocję blogu w mediach jest zdecydowanie za wcześnie...

poniedziałek, 07 marca 2011
Homofobia po kędzierzyńsku

Ucichł medialny zgiełk związany z kolejnym słownym wybrykiem posła Roberta Węgrzyna. Znakomita większość polityków i publicystów nie zostawiła na polityku z Kędzierzyna-Koźla suchej nitki. Większość – ale nie wszyscy.

Nie zdziwiły mnie próby usprawiedliwiania Węgrzyna, płynące ze strony środowiska „Frondy”. Przyzwyczaiłem się, że dla publicystów w rodzaju Tomasza Terlikowskiego na pierwszym planie jest walka z rzekomym homo-lobby, a nie nakazy katolickiej nauki społecznej, mówiące o szacunku wobec osób homoseksualnych. Niespodziewanie jednak Terlikowski znalazł gorliwego naśladowcę w Leszku Stańskim, redaktorze naczelnym lokalnego tabloidu „7 Dni”. Różnice są jednak zasadnicze. O ile Terlikowski występuje jako reprezentant pewnego środowiska (nazwijmy je, upraszczając, radykalnie katolickim), o tyle Stański postanowił nobilitować (przez druk w swoim, marnym bo marnym, ale jednak czasopiśmie) rzekome poglądy i mentalność „człowieka z ludu”. A tak naprawdę – ciasne, ograniczone i zacofane myślenie.

Cóż takiego napisał?

„Homozamordyzm” – wiele mówi już sam tytuł elaboratu Stańskiego. Gdy byłem uczniem szkoły średniej o homoseksualistach nie mówiło się inaczej jak „pedały” – nostalgicznie wspomina swoją młodość redaktor. Te czasy odeszły jednak w przeszłość, w związku z tym ubolewa: w domu mamy prawo mówić to, co myślimy, a w przestrzeni publicznej, szczególnie w mediach tylko to, co jest dozwolone i dobrze widziane. Cóż, wielu pewnie ubolewa, że z ostracyzmem spotyka się publiczne dłubanie w nosie czy załatwianie potrzeb fizjologicznych. Na szczęście ludzkość wykształciła jednak dość sprawny regulator praktyk społecznych, zwany po prostu kulturą.

Robert Węgrzyn, czyli „normalny facet”

 

Pewne elementy tej kultury nie dotyczą jednak redaktora Stańskiego. Nic dziwnego, zazwyczaj bowiem kulturowe nowinki najszybciej docierają do najbardziej światłych przedstawicieli społeczeństwa. A tolerancja wobec osób o innej orientacji seksualnej faktycznie nie ma bardzo długiej historii. W cywilizowanym świecie jest jednak oczywistością. Widocznie jednak cywilizacja nie dotarła do każdego zakątka Kędzierzyna-Koźla.

Wojciech Kapka, czyli „chamstwo”. Według redaktora lokalnego tabloidu „k...wa” jest naganna, ale „pedał” już nie

 

Jest jeszcze jeden aspekt całej sprawy. „7 Dni”, mimo swojego sensacyjno-plotkarskiego charakteru i bardzo niskiego poziomu redakcyjnego, uważane jest w mieście za pismo sprzyjające określonym grupom i opcjom politycznym. Wystarczy prześledzić fora internetowe, by wiedzieć co i jak. Można też przypomnieć sobie otwarte apele redaktora o głosowanie na konkretnych kandydatów w wyborach prezydenta miasta (używał do tych celów nawet „Partnera” – rozprowadzanej w marketach gazetki reklamowej). Mając taką wiedzę jak na dłoni widać, czemu dla Stańskiego wpadka Roberta Węgrzyna żadną wpadką nie jest, ale za to „k...wa” byłego radnego Wojciecha Kapki była „chamstwem” i miała zakończyć jego polityczną karierę.

Leszek Stański ma prawo pisać w swoim gazetopodobnym tworze co tylko zechce, nawet bzdury w rodzaju: w domu każdy (...) jest z pewnością tego samego zdania, co poseł Węgrzyn. Może wpierać swoim czytelnikom, że „k...wa” jest skandalem, a „pedał” – niczym szczególnym. Może? Pewnie, że może. Nikogo rozsądnego nie przekona.

Trudno jednak powiedzieć, że tekst ten wywołał w mieście jakiś wielki oddźwięk. Lokalne elity wolą udawać, że nic się nie stało. Że nie ma sprawy. A przecież logo „7 Dni” widnieje na stronach internetowych miasta i powiatu. Ba, pisemko to jest „partnerem medialnym” lokalnych władz! Moim zdaniem warto jednak zapytać rządzących: czy wiecie, kogo promujecie? W gruncie rzeczy była to sprawa smaku – napisał kiedyś Herbert w słynnym wierszu. Nic dodać, nic ująć.

Bo Kędzierzyn-Koźle ma też inną twarz. Młodzieży, która w swoich szkołach organizuje akcje promujące tolerancję wobec wszelkich odmienności. Marzanny Pogorzelskiej, (ponad)lokalnej ikony walki o prawa mniejszości, o szacunek dla różnorodności, laureatki nagrody im. Sendlerowej. Wreszcie coraz lepiej wykształconych mieszkańców, mających kontakt ze światem, dawno wyzbytych prowincjonalnych fobii, uprzedzeń.

My WIEMY, że ich źródłem jest irracjonalny strach przed „obcym”. „Obcym”, czyli człowiekiem innej narodowości, innego wyznania, koloru skóry, światopoglądu, orientacji seksualnej. Do tego dochodzi pogarda i nietolerancja: wobec kobiet, niepełnosprawnych, chorych, starych. Obejmuje ona coraz większe grupy społeczne: jedni gardzą ateistami, inni ludźmi wierzącymi, jedni „Polską solidarną”, inni „liberalną”... i tak dalej. Trudno znaleźć inne rozwiązanie tych napięć niż tolerancja. Uniwersalny uścisk dłoni. Uświadomienie sobie, że ludzie są różni, że „inny” nie znaczy „gorszy” czy „nienormalny”...

Proste, a jednak nie wszyscy rozumieją.

 
1 , 2 , 3