wtorek, 12 lipca 2016
Żywioł zaatakował w Rogach

Wczesny poniedziałkowy wieczór 11 lipca 2016 r. mieszkańcy Rogów zapamiętają na długo. Wichura uszkodziła tam kilkadziesiąt budynków, z czego 10 całkowicie pozbawiła dachu.

Największe straty trąba powietrzna spowodowała w okolicach Domu Kultury "Koźle Rogi". Od rana trwa szacowanie strat. Na miejscu pojawili się m.in. prezydent miasta Sabina Nowosielska i wojewoda opolski Adrian Czubak.

12

3456789101112



13:58, mnovack , FOTO
Link Dodaj komentarz »
piątek, 12 lutego 2016
Powrót do Koźla

Powrót. Cóż za semantyczna pojemność zawiera się w tym słowie. Krok w tył? Czy powrót na dobrze znany szlak?

Wracałem przez kilkanaście lat. Dziesiątki razy.

Najpierw do tego, co dobrze znane, swojskie, tętniące życiem. Zwłaszcza to ostatnie wydaje mi się dziś paradoksem, w porównaniu z wielkim miastem, gdzie niemal samodzielnie dzierżyłem w ręku biało-żółtą flagę ze srebrnym herbem. Tyle, że ja wyjeżdżałem z miasta, do którego wracali wszyscy. Niektórzy zresztą wyjechali później. Ale byli.

Po kilku latach, z tytułami magistrów w ręku, wielu bywać przestało. Ograniczyło „bywanie” do niezbędnych rodzinnych rytuałów. Życie zaczęło więc powoli znikać. Zastępowałem je nowymi polami aktywności. Była gazeta, był udział w tzw. „debacie publicznej”, kulturalny lobbing, przeszkadzanie (inspirowanie, jak kto woli) różnym lokalnym decydentom.

Od kilku lat powoli powracałem. Wszystko było zabawną grą przypadków. Ale wynik tej gry jest taki, że tu jestem, w pełni.

Idę ulicą, której piękno zawsze wzbudzało mój zachwyt. Wbiegam do parku, gdzie poranna mgła otuliła Linetę. Otacza mnie wilgoć, a zza drzew wyłania się smutek.

Melancholijne Koźle dobrze komponuje się z poematem mojej własnej melancholii.

Wróciłem.

czwartek, 12 marca 2015
Szantki – powrót legendy

Szantki 2015Szantki numer 27 odbywają się w dość szczególnym momencie – tuż po zmianie dyrektora Miejskiego Ośrodka Kultury. W historii miejskiej kultury zapiszą się zapewne jako świadectwo przełomu epok: program ustalono za Beaty Malajki, ale za jego realizację odpowiedzialny będzie już Piotr Gabrysz.

Kędzierzyńsko-kozielskie szanty za kadencji dyrektor Malajki ani nie przeżywały szczególnego rozkwitu, ani szczególnego upadku. Miały momenty lepsze, miały gorsze, tak jak przez całe ostatnie kilkanaście lat. Zeszły rok przyniósł jednak pewną reformę. Festiwal rozrósł się do trzech dni, a w koncercie sobotnim rozszerzono formułę o muzykę irlandzką, korzystając z bliskości dnia św. Patryka (17 marca). Wygląda na to, że nowe pomysły się sprawdziły, bo w tym roku program ustalono według tego samego schematu.

Stałe, czyli jara

W zakończonym właśnie koncercie inauguracyjnym, który trwał mniej więcej dwie godziny, wystąpili Dominika Żukowska i Andrzej Korycki oraz ich przyjaciel Arek Wlizło. Wszystko odbyło się pod hasłem „Ballady na dwa serca”. „Wyjęcie” ze stałego składu Wieczoru Poezji Morskiej jednego wykonawcy i zorganizowanie mu solowego koncertu (z dodatkiem przyjaciół) dzień wcześniej kolejny raz okazało się sukcesem (komplet publiczności). Tym razem wymuszonym okolicznościami, bo na piątek i sobotę Korycki od dawna miał już zaplanowane koncerty w Poznaniu.

W tym samym miejscu w piątek w Wieczorze Poezji Morskiej wystąpią pozostali „znani i lubiani” stali goście Szantek: Marek Szurawski, Ryszard Muzaj, Jerzy Porębski i Mirosław Kowalewski. Dwaj pierwsi zaprezentują wspólnie program oparty o tradycyjne szanty, dwaj pozostali wystąpią w solowych recitalach ze swoimi utworami autorskimi. Zwieńczeniem dnia będzie koncert prawdziwej szantowej legendy, zespołu Cztery Refy, który ostatni raz na Szantkach pojawił się w 2007 r., a jeszcze wcześniej w... 1995 r. Zespół tym występem świętować będzie swoje 30-lecie na żeglarskiej scenie.

Powrót legendy

Już sama ta cyfra mówi za siebie, a fakt, że absolutnie podstawowy i nieodzowny dla polskiej sceny szantowej zespół tak rzadko pojawia się w Kędzierzynie-Koźlu bynajmniej nie jest powodem do chwały dla organizatorów imprezy. Nie przeszkadzało to kończyć każdego festiwalu Pożegnaniem Liverpoolu i nikt nawet nie próbował się zająknąć, z czyjego repertuaru pochodzi polska wersja tej pieśni i kto jest autorem słów Żegnaj nam, dostojny stary porcie... Teraz autor przyjeżdża na festiwal i najpewniej sam je odśpiewa, bo występ Refów zakończy (zapewne sporo po północy) drugi dzień festiwalu.

Cztery RefyCztery Refy
Foto: Tomasz GOLIŃSKI (szanty.tomaszg.pl)

Pewną rekompensatą za długą nieobecność Czterech Refów może stanowić koncert sobotni,  w którym zespół wystąpi ponownie – tym razem na scenie Domu Kultury „Chemik”. Przed Refami wystąpią dwa zespoły, które do Kędzierzyna-Koźla przyjeżdżają po raz pierwszy: częstochowski Drake i olsztyński Shannon.

DrakeDrake
Foto: Tomasz GOLIŃSKI (szanty.tomaszg.pl)

Drake to formacja łącząca w zgrabny sposób współczesną piosenkę żeglarską z klimatami celtyckimi. Szczególnie udane są w wykonaniu Drake’ów wstawki instrumentalne, zwłaszcza te, w których pobrzmiewa low whistle. Gdy przychodzi do śpiewania, nie jest już tak dobrze, a warstwa tekstowa ich utworów woła czasem o pomstę do nieba. Przy chwytliwym rytmie nie zawsze jest to jednak ważne.



Shannon to w chwili obecnej jedna z trzech najsilniejszych marek muzyki celtyckiej w Polsce, obok Carrantuohill i Beltaine. Istnieją już ponad 20 lat, zaczynali jako amatorski niemal zespół założony przez młodziutkiego Marcina Rumińskiego. Z tamtych czasów pozostał w składzie jedynie lider (już nie amator, a jeden z najbardziej charyzmatycznych muzyków tej sceny), a Shannon stał się gwiazdą rangi międzynarodowej (występy na prestiżowych festiwalach m.in. we Francji, Włoszech czy... Malezji). O jego sile stanowią również pozostali muzycy. Maria Rumińska to nie tylko małżonka frontmana, ale i córka sławnego jazzmana Zbigniewa Namysłowskiego, który ostatnio przy okazji jubileuszu Shannona „zorkiestrował” tradycyjne melodie grupy na potrzeby występu z kameralną orkiestrą. Rumińska również zaczynała od jazzu, teraz nadaje jazzowego feelingu muzyce Shannona grając na klawiszach, melodyce, melodeonie, a także śpiewając (znakomity cover Clannadu „Sirius”). Patrycja Napierała, wirtuoz bodhranu (doczekała się nawet instrumentów sygnowanych własnym nazwiskiem!), znana jest nie tylko z występów w kilku innych celtyckich składach, ale też z formacji Same Suki, jednej z gwiazd ostatniego Off Festival. Jacek Fedkowicz, basista, jeden z nowszych nabytków Shannona, ma na swoim koncie współpracę m.in. z Anitą Lipnicką i... O.S.T.R. Skład uzupełniają świetny skrzypek Marcin Drabik i rodowity Irlandczyk, gitarzysta Oisin Dillion. Powiedzieć, że czeka nas „uczta artystyczna”, to mało.

ShannonShannon podczas Festiwalu Muzyki Celtyckiej w Będzinie, od lewej: Maria Rumińska, Marcin Rumiński i były gitarzysta Szymon Białek
Foto: Tomasz GOLIŃSKI (folk.tomaszg.pl)

Bilety na koncerty czwartkowy i piątkowy sprzedały się w ciągu niewiele ponad godziny. Tradycyjnie nie ma problemu z biletami na finałowy koncert sobotni, ostatnimi czasy będącym często najmocniejszym punktem festiwalu.



niedziela, 09 listopada 2014
Wybory do rady miasta – kto wygra?

Do wyborów pozostał już tylko tydzień, można więc pobawić się w typowanie kto zostanie miejskim radnym. W wielu okręgach zwycięzca jest już prawie pewny, z kolei w innych czeka nas zacięta i pasjonująca walka.

Pierwszą wersję tego tekstu napisałem dwa tygodnie temu. Wiele się przez ten czas zmieniło – jedna z kandydatek zmarła, dwóch innych się wycofało. Ruszyła pełną parą kampania wyborcza, a jak wiemy, w naszym mieście o zwycięstwie niejeden raz decydowało osobiste zaangażowanie kandydata (np. spotkania z wyborcami) czy też billboard w strategicznym miejscu. W paru przypadkach zmieniłem więc swoje wcześniejsze oceny. Zastrzegam, że są one całkowicie subiektywne i wybory zapewne mocno je zweryfikują.

Autor blogu nie zamierza oczywiście ukrywać, że sam w tych wyborach startuje. Na potrzeby tego tekstu pozwolił sobie jednak wyjść z roli kandydata i trzeźwo ocenić swoje szanse.

 

OKRĘG NR 1 – lider jest tylko jeden

Andrzej GAJEWSKI (KWW Tomasza Wantuły), Jacek GAJEWSKI (SLD), Wojciech KĘDZIERSKI (KWW Artura Widłaka), Andrzej KOPACKI (KWW Andrzeja Kopackiego), Maciej MIKOŁAJUK (Nowa Prawica), Kazimierz PABIASZ (PiS), Marek RAK (KWW Pokolenie), Waldemar WCZASEK (Mniejszość Niemiecka)

Północna część osiedla Zachód ma murowanego faworyta: to Andrzej Kopacki, szef biura posłanki Brygidy Kolendy-Łabuś. W 2010 r. startował do powiatu z „dwójki” na liście SLD i zdobył prawie 400 głosów, o włos przegrywając mandat z Dorotą Tomalą. Teraz okręg obejmuje wyłącznie jego matecznik i trudno wskazać kogoś, kto mógłby z nim wygrać. Kopacki już przed wyborami dokonał wyborczego cudu: pozyskał poparcie PO, Wojciecha Jagiełły, Roberta Węgrzyna i kilku innych znanych postaci, w tym... swojego kontrkandydata Waldemara Wczaska. Jacek Gajewski z SLD dzięki trzem potężnym banerom powinien zająć drugie miejsce. Kazimierz Pabiasz mimo osobistej popularności niespecjalnie zaangażował się w kampanię, więc niczego wielkiego nie zwojuje.

OKRĘG NR 2 – starzy wyjadacze kontra młodzi ambitni

Mateusz CZUBASZEK (Nowa Prawica), Zygmunt DEREJ (KWW Pokolenie), Magdalena FUŁAWKA (PiS), Jolanta KONSEK (SLD), Michał NOWAK (PO), Jadwiga PILAWA (KWW Artura Widłaka), Ewald SWIENTEK (Mniejszość Niemiecka), Robert WENCEL (KWW Wojciecha Jagiełły), Adam WOŁKOWSKI (KWW Roberta Węgrzyna)

Bez wątpienia najsilniej obsadzony okręg w mieście, bardzo mocna jest też tu kampania wyborcza (aż czterech kandydatów zainwestowało w duże banery!). „Na papierze” faworytami są weterani: Zygmunt Derej, radny miejski sześciu minionych kadencji (24 lata!) i Ewald Swientek, także mający za sobą staż w radzie (mandat w ostatniej kadencji przegrał o włos). Na ich niekorzyść przemawia jednak fakt, że wraz z nowymi granicami okręgów tracą znaczną część swoich wyborców z 2010 r. Derej ma również niewątpliwie spory elektorat negatywny. Zagadką będzie wynik Adama Wołkowskiego, wieloletniego kierownika w UM, obecnie szefa chóru „Echo Kresów”.  Z 75-letnim Swientkiem, 69-letnim Derejem i 63-letnim Wołkowskim powalczą dużo młodsi: Jolanta Konsek (39 lat), szefowa lokalnych struktur SLD, Michał Nowak (33 lata), znany z organizowania rowerowych mas krytycznych członek zarządu PO, oraz  Robert Wencel (43 lata), były żołnierz zawodowy i pomysłodawca Biegu Koziołków. Cała trójka startowała w wyborach cztery lata temu i większość swoich głosów zgromadziła właśnie na osiedlu Zachód. Nie są zatem bez szans w pojedynku ze starą gwardią. Najwięcej głosów z tej trójki zdobył wtedy Nowak, ma więc najlepszą pozycję wyjściową do ataku.

OKRĘG NR 3 – stare miasto, słabe miasto

Emilia BANDROWSKA (KWW Artura Widłaka), Dariusz HRYŃCZUK (SLD), Dariusz IZAAK (KWW Roberta Węgrzyna), Janina KOWALSKA (KWW Pokolenie), Norbert KUBIEC (Mniejszość Niemiecka), Rafał LATACZ (Nowa Prawica), Grażyna RADKA (PO), Grzegorz SKOWRON (PiS), Joanna WÓJTOWICZ (KWW Wojciecha Jagiełły).

Dla odmiany Stare Miasto w Koźlu to wyjątkowo słabo obsadzony okręg. Częściowo „winę” ponoszą za to Grzegorz Duszel i Ryszard Pacułt, którzy rozstali się z samorządem, a przez wiele kadencji zdobywali tu mandaty. Ewald Swientek i Zygmunt Derej, na których zwykle głosowało wielu mieszkańców Starego Miasta, zdecydowali się jednak na start z okręgu, w którym mieszkają. O mandat na Starym Mieście powalczą zatem nowicjusze oraz ci, którzy uzyskiwali dotąd słabe wyniki. Szansa na wygraną otwiera się więc przed Joanną Wójtowicz, która dała się poznać z protestów przeciw likwidacji szkół oraz referendum, obecnie prowadzi chyba najmocniejszą kampanię w okręgu. Szans nie można odbierać Emilii Bandrowskiej, szefowej rady osiedla Stare Miasto. Co prawda 70 głosów do powiatu cztery lata temu nie jest dobrym prognostykiem, ale...

OKRĘG NR 4 – faworyt zmienną jest

Leszek DROZDOWSKI (PO), Renata KACZOR (KWW Artura Widłaka), Grzegorz ŁAKOMIK (PiS), Barbara MOTYKA (KWW Tomasza Wantuły), Waldemar NAWA (Mniejszość Niemiecka), Małgorzata NIEDZIELKO (Nowa Prawica), Ewa ODULIŃSKA (KWW Niezależni)

Za Ewą Odulińską przemawia dobry wynik sprzed czterech lat (ponad 200 głosów), który dał jej mandat w minionej kadencji. Przeciwko – bardzo słaba aktywność w jej trakcie oraz dziwne wolty polityczne: mandat z listy PO, później udział w koalicji popierającej prezydenta Wantułę, a teraz start z listy jego przeciwników. Jeżeli wyborcy nie zrozumieją tego wszystkiego, otwiera się szansa przed Barbarą Motyką i kuratorem sądowym Leszkiem Drozdowskim.

OKRĘG NR 5 – Olejnik bierze wszystko

Łukasz BAJER (SLD), Tahar BEN RHAIEM (KWW Pokolenie), Hanna BIAŁAS (KWW Wojciecha Jagiełły), Krzysztof FEDYSZYN (KWW Artura Widłaka), Hanna JAGIELSKA (PO), Ireneusz MRÓWKA (PiS), Rafał OLEJNIK (KWW Niezależni), Bernard SOŁGA (Mniejszość Niemiecka), Jacek SZOLC (Nowa Prawica), Rafał TUREMKA (KWW Tomasza Wantuły)

Tu również zwycięzcę można typować bez większego problemu. Rafał Olejnik to radny dwóch ostatnich kadencji, a wynik osiągnięty w 2010 r. (566 głosów) nie pozostawia wątpliwości. Olejnik potrafił w odpowiednim czasie odciąć się od obozu prezydenta, a dla mieszkańców Żabieńca jest samorządowym idolem. Gdyby nie olejnikowy „walec”, powalczyć mogłaby Hanna Białas – wieloletnia praca w MOK i prowadzenie popularnego lokalu wystarczą tym razem tylko na drugie miejsce.

OKRĘG NR 6 – szyld zadecyduje?

Bartosz GORGOLIK (KWW Wojciecha Jagiełły), Krzysztof LECHICKI (PiS), Grzegorz MATEJA (PO), Mirosław NOWAKOWSKI (SLD), Agnieszka RURAŃSKA (KWW Tomasza Wantuły), Jan ZĘBALA (KWW Roberta Węgrzyna)

Ta część Pogorzelca nie ma silnej obsady. W tej sytuacji może zadecydować popularny szyld, zwłaszcza ten wzmocniony ogromnym banerem w strategicznym miejscu, jak w przypadku Grzegorza Mateji. Być może też osobista popularność Mirosława Nowakowskiego (pomysłodawcy „Gitariady”).

OKRĘG NR 7 – wygra klon?

Andrzej BARSZCZEWSKI (KWW Wojciecha Jagiełły), Alicja KURKOWSKA (KWW Tomasza Wantuły), Dorota MRÓWKA (PO), Franciszek SAWCZUK (KWW Artura Widłaka), Małgorzata STASICA (SLD), Dominik SZUSTAKIEWICZ (PiS), Stanisław WĘGRZYN (KWW Roberta Węgrzyna)

Kolejny okręg bez znanych postaci, co nie znaczy, że nie będzie ciekawie. Robert Węgrzyn kontynuuje praktykę znaną z lat ubiegłych i wystawia w wyborach „klona”. Cztery lata temu przyniosło to ponad 150 głosów. Jeśli wyborcy nie zorientują się, że „oryginał” startuje z innej listy do powiatu, efekt może nie być gorszy. Powalczą na pewno kandydaci PO i SLD, a także kierowca i zapalony rowerzysta Andrzej Barszczewski.

OKRĘG NR 8 – tylko Peczkis

Stanisław BĘDKOWSKI (SLD), Magdalena CIEŚLAK (PO), Ignacy KRASICKI (KWW Roberta Węgrzyna), Paweł LATACZ (Nowa Prawica), Jerzy MROŻEK (KWW Tomasza Wantuły), Grzegorz PECZKIS (PiS), Elżbieta SETNICKA (KWW Wojciecha Jagiełły)

Po okręgu słabym przychodzi kolejny z murowanym faworytem – to Grzegorz Peczkis, najjaśniejsza w mieście gwiazda PiS. Udana kadencja powinna tylko umocnić jego pozycję. Pozostali kandydaci będą tylko tłem, choć na pewno policyjny związkowiec Ignacy Krasicki czy nauczycielka Elżbieta Setnicka również mają swoje ambicje.

OKRĘG NR 9 – Wantuła kontra ex-Wantuła

Zbigniew BARSZCZ (KWW Tomasza Wantuły), Sławomir BOJAR (KWW Artura Widłaka), Katarzyna DOBRZENIECKA (PiS), Magdalena HOY (PO), Edyta LUKOSEK (KWW Wojciecha Jagiełły), Halina MIŃCZUK (KWW Niezależni), Judyta SKULSKA (SLD), Magdalena WROTNY (Nowa Prawica)

Arcyciekawy pojedynek dwójki radnych mijającej kadencji: wiernego żołnierza prezydenta Wantuły Zbigniewa Barszcza i uciekinierki z KWW TW Haliny Mińczuk. Wyniki sprzed czterech lat nie pozostawiają złudzeń: Mińczuk zawdzięczała mandat głównie sobie (362 głosy), podczas gdy Barszcz (171 głosów) także dobremu wynikowi całej listy. Mijająca kadencja także raczej na korzyść Mińczuk. Nie mam zatem wątpliwości.

OKRĘG NR 10 – zwycięzca już znany

Sandra ADAMUS (Nowa Prawica), Krzysztof BŁACH (PiS), Andrzej KOPEĆ (PO), Jarosław LEWCZAK (KWW Grzegorza Chudomięta), Ewa RADWAŃSKA (KWW Roberta Węgrzyna), Mirosław PRZYBYSZEWSKI (SLD), Tadeusz WITCZAK (KWW Artura Widłaka), Bogdan WITOWSKI (KWW Tomasza Wantuły)

Znowu znamy zwycięzcę jeszcze przed głosowaniem, a jest nim Andrzej Kopeć. Radny dwóch kadencji, niedoszły kandydat na prezydenta, merytoryczny i cieszący się dobrą opinią. Wybory będą dla niego spacerkiem.

OKRĘG NR 11 – Gładysz i inni

Damian BROJ (KWW Wojciecha Jagiełły), Katarzyna DYSARZ (PO), Stanisław GŁADYSZ (PiS), Dariusz KOSAKOWSKI (KWW Artura Widłaka), Maciej KRUPA (SLD), Marta STĘPAK (KWW Roberta Węgrzyna), Zofia ZIMOWSKA (KWW Tomasza Wantuły)

Bardzo ciekawy okręg, w którym brakuje zdecydowanego faworyta. Największe szanse teoretycznie ma obecny radny Stanisław Gładysz, ale za jego plecami będzie trwała zaciekła walka kilku dość znanych postaci. Liczyć się będą Katarzyna Dysarz, skonfliktowana z Tomaszem Wantułą była dyrektor Miejskiego Zarządu Oświaty i Wychowania oraz Maciej Krupa, maszynista i lider referendum w sprawie odwołania Wantuły. Realną siłę rad osiedlowych sprawdzi na swojej osobie Zofia Zimowska.

OKRĘG NR 12 – zwycięski transfer

Tomasz GERLACH (KWW Grzegorza Chudomięta), Agnieszka IŁOWSKA (PiS), Bronisław KISIELEWSKI (KWW Wojciecha Jagiełły), Patrycja MARTISZKO (KWW Roberta Węgrzyna), Tadeusz SZCZEPAŃSKI (KWW Tomasza Wantuły), Krzysztof WARNER (Nowa Prawica), Ewa WOŁYNKIEWICZ (PO), Paweł ZAREMBA (KWW Artura Widłaka)

Śmierć  głównego faworyta – radnej powiatowej Marty Szydłowskiej całkowicie zmieniła sytuację w tym okręgu. O zwycięstwo powalczą więc zapewne Bronisław Kisielewski i Ewa Wołynkiewicz.

OKRĘG NR 13 – Platforma kontra ex-Platforma

Ewa BETLEJ (KWW Roberta Węgrzyna), Ewa CZUBEK (PO), Adam JANAS (PiS), Piotr ŁEŚKO (KWW Artura Widłaka), Rafał NOSAL (KWW Wojciecha Jagiełły), Olga POKORSKA-MŁODZIŃSKA (KWW Grzegorza Chudomięta), Bożena TWERS (SLD), Tadeusz URBAŃCZYK (KWW Tomasza Wantuły)

Arcyciekawy pojedynek szykuje się w Kędzierzynie. O mandat powalczą bowiem były członek PO i kandydat na prezydenta tej partii w poprzednich wyborach Tadeusz Urbańczyk, który jako radny przez całą minioną kadencję lojalnie wspierał Tomasza Wantułę, z Ewą Czubek, obecną wiceprzewodniczącą PO i jedną z najjaśniejszych postaci tej partii (a zarazem zagorzałym przeciwnikiem Wantuły). Moim zdaniem pojedynek niezbyt efektownego działacza z wschodzącą gwiazdą lokalnej polityki zakończy się zwycięstwem tej drugiej. Nie powinna się liczyć radna powiatowa mijającej kadencji Olga Pokorska-Młodzińska, którą po usunięciu z list PiS wraz z małżonkiem „przygarnął” Grzegorz Chudomięt. Zaskakuje start w tym okręgu znanego (ale mieszkającego w Koźlu) muzyka Rafała Nosala. Niedawni sojusznicy z obozu Jagiełły nie ułatwiają życia jednej z liderek PO.

OKRĘG NR 14 – wygra „najlepszy radny”

Sylwia ARTUNA (PO), Piotr BARAN (SLD), Bogusław BOJDA (KWW Tomasza Wantuły), Grzegorz CHUDOMIĘT (KWW Grzegorza Chudomięta), Bożena GRUBA (KWW Wojciecha Jagiełły), Janusz KOPACZ (KWW Roberta Węgrzyna), Jan WIKTOREK (KWW Artura Widłaka), Jan ZIMOWSKI (PiS)

Jak by nie oceniać Grzegorza Chudomięta (a oceny bywają skrajnie różne), wygraną w tym okręgu ma w kieszeni. Za szefem Czystego Regionu i doświadczonym już radnym stoi eksponowana funkcja i gigantyczne medialne poparcie. Żaden inny kandydat nie może liczyć na taką promocję, więc zwycięstwo Chudomięta nie będzie zagrożone. Pielęgniarka Sylwia Artuna, historyk sztuki i rowerzystka Bożena Gruba oraz pozostali kandydaci powalczą „tylko” o dobry wynik.

OKRĘG NR 15 – pojedynek ludzi sportu

Grzegorz DRĄG (SLD), Grażyna FILIPOWICZ (PiS), Marek NIEMIEC (KWW Tomasza Wantuły), Małgorzata RABA (KWW Artura Widłaka), Witold RUSAK (PO), Natalia WÓJCIK (KWW Grzegorza Chudomięta), Stanisław ZAJFERT (KWW Wojciecha Jagiełły)

Ciekawy pojedynek rozegrają między sobą w tym okręgu dwaj ludzie sportu. Ten, który o sporcie głównie mówi, czyli Marek Niemiec, oraz ten, który na sporcie zjadł zęby, czyli Stanisław Zajfert. Mimo że wolę sport uprawiany czynnie niż biernie, wygra raczej Marek Niemiec. Odkąd wszedł do rady jako „rezerwowy” z kilkudziesięcioma głosami, potrafił zbudować swoją pozycję działacza sportowego. W kolejnych wyborach głosów było już ponad 400. Taką pozycję trudno roztrwonić z dnia na dzień, nawet mimo tego, że barwy Wantuły nie dają już tyle co cztery lata temu. Czarnym koniem może się jednak okazać Witold Rusak, dyrektor ds. bezpieczeństwa w ZAK S.A.

OKRĘG NR 16 – senior, skarbnik i kibice

Andrzej BANDUROWSKI (KWW Wojciecha Jagiełły), Danuta GOŁĄBEK (KWW Roberta Węgrzyna), Andrzej MATYSIAK (SLD), Bożena NONGISER (PO), Ewa PISARZEWSKA (KWW Tomasza Wantuły), Adam SADŁOWSKI (KWW Moje Miasto K-K), Anna STĘPIEŃ (KWW Artura Widłaka)

W tym okręgu powinien wygrać Adam Sadłowski, obecny wiceprzewodniczący rady miasta. Usunięty z PiS, startuje tym razem z lokalnego komitetu. Utrata barw niespecjalnie powinna mu przeszkodzić, tym bardziej że ze startu zrezygnowali na jego rzecz Marcin Adamczyk z Nowej Prawicy oraz Dariusz Lewandowski z... PiS. Za Sadłowskim stoją murem kibice Chemika. Na pewno łatwo nie poddadzą się skarbnik PO Bożena Nongiser oraz Ewa Pisarzewska, prezes Uniwersytetu Trzeciego Wieku i jedna z największych fanek Tomasza Wantuły. Szans nie można odbierać także Andrzejowi Bandurowskiemu, właścicielowi ośrodka tenisowego na osiedlu.

OKRĘG NR 17 – były wiceprezydent radnym?

Helena BULANDA (KWW Wojciecha Jagiełły), Grzegorz JARZĘBSKI (SLD), Michał KACPERCZYK (KWW Tomasza Wantuły), Ryszard LISTOSZ (KWW Artura Widłaka), Robert MŁODZIŃSKI (KWW Grzegorza Chudomięta), Piotr PIETRZYK (KWW Roberta Węgrzyna), Piotr SEMCZYSZYN (KWW Moje Miasto K-K), Krzysztof WYSOCKI (Nowa Prawica), Dorota ZASŁONKA (PO), Mariusz ZWARYCZ (PiS)

Ciekawy okręg, w którym pojawia się dwóch ludzi związanych z kulturą: była wieloletnia dyrektor Miejskiej Biblioteki Publicznej Helena Bulanda oraz muzyk zespołu Karawana Michał Kacperczyk. Chyba jednak nie oni będą tu rozdawać karty, bo decydujący okaże się pojedynek innej dwójki. Robert Młodziński to radny dwóch ostatnich kadencji w barwach PiS. Na tym kończą się jego atuty, bo z PiS został wyrzucony, a ostatnia kadencja była dla niego wyjątkowo nieudana (unikanie głosowań, bycie „za i przeciw” prezydentowi Wantule). Z kolei Piotr Pietrzyk, były wiceprezydent miasta i kandydat na prezydenta sprzed czterech lat, to chyba najmocniejsza, poza liderem, postać komitetu Węgrzyna. Cztery lata temu uzyskał ledwie 102 głosy, więc nawet pojedynek z mocno osłabionym Młodzińskim może być dla niego bardzo trudny.

OKRĘG NR 18 – zwycięski desant z powiatu?

Borys BARTCZAK (SLD), Elżbieta CZECZOT (KWW Tomasza Wantuły), Alicja HEPPER (PiS), Beata ŁOBODZIŃSKA (PO), Zofia PAWŁOWSKA (KWW Wojciecha Jagiełły), Andrzej SAWICKI (KWW Moje Miasto K-K), Rafał SCHEIT (KWW Roberta Węgrzyna), Michał WOJTYCZKA (Nowa Prawica)

Kolejny arcyciekawy pojedynek szykuje się na os. Powstańców Śląskich. Szefowa PCPR i była przewodnicząca rady miasta stanie w szranki z Beatą Łobodzińską, która po dwóch kadencjach w powiecie postanowiła spróbować sił w mieście. Wynik tej rywalizacji trudno przewidzieć. Jako że szyld KWW TW nie jest już, jak 4 lata temu, atutem – delikatną faworytką wydaje się być Łobodzińska.  Liczyć się powinna również szefowa rady osiedla Piastów Alicja Hepper, która była radną w kadencji 2002-06. Młodzież może zagłosować na harcerza Borysa Bartczaka.

OKRĘG NR 19 – Jankowski kontra Masalski

Dariusz FILIPOWICZ (PiS), Telesfor JANKOWSKI (KWW Niezależni), Ryszard JAROSZ (Nowa Prawica), Marek KOPROWSKI (Mniejszość Niemiecka), Małgorzata LIPCZYŃSKA (KWW Tomasza Wantuły), Małgorzata MARCINKOWSKA (SLD), Ryszard MASALSKI (KWW Roberta Węgrzyna), Anna PELC-DUK (KWW Wojciecha Jagiełły), Agnieszka ŚMIGIEL (PO)

Pojedynek radnego ostatniej kadencji z radnym kadencji 1994-98, 1998-2002 i 2006-10 będzie bardzo interesujący. Jankowski ma wyborców, a Masalski fanów, do tego Lenartowice są mniejsze od Blachowni. Stawiam więc na Masalskiego, który po czteroletniej przerwie powinien być bardziej głodny sukcesu. Obaj radni są krytyczni wobec urzędującego prezydenta, zatem jeśli rozminą się z nastrojami mieszkańców Blachowni, rosną szanse popierającej go szefowej rady osiedla Małgorzaty Lipczyńskiej.

OKRĘG NR 20 – ucieczka radnej Fogel

Adam FOGEL (KWW Roberta Węgrzyna), Agata GABRYSZ (KWW Wojciecha Jagiełły), Marek GOLA (PO), Ryszard MŁYNAREK (PiS), Tomasz SCHELLER (KWW Sławięcice-Miejsce Kłodnickie), Magdalena ŚLUSARSKA (KWW Grzegorza Chudomięta)

Pod nieobecność radnej Haliny Fogel jej obowiązki przejmie Tomasz Scheller, którego wspiera większość czołowych sławięcickich VIP-ów. Młody szef rady osiedla jest ostatnio na fali. Rówieśnicy powinni docenić go za walkę o osiedlowe boisko, starsi... może pójdą w ich ślady.

OKRĘG NR 21 – Rogi kontra Południe

Anna CISZEWSKA (PiS), Witold GŁOWACKI (KWW Roberta Węgrzyna), Władysław HACZEK (SLD), Przemysław PAWLIK (PO), Anna PŁAWIAK (KWW Wojciecha Jagiełły), Dawid RUM (Nowa Prawica), Agnieszka STASIAK (Mniejszość Niemiecka)

Najdziwniejszy okręg w mieście, połączenie dwóch oddalonych od siebie osiedli. W rzeczywistości będzie to plebiscyt między nimi, a że Rogi są liczniejsze, wygrać może Władysław Haczek. W 2010 r. przegrał mandat dwoma głosami, pora na rewanż. Szyki może mu pokrzyżować Agnieszka Stasiak, szefowa Rady Osiedla Rogi, gdzie Mniejszość Niemiecka tradycyjnie jest bardzo silna. Hermetyczne Rogi będzie próbował podbić od strony Południa (mający poparcie tamtejszej rady osiedla) nowy mieszkaniec tego osiedla, nauczyciel wf w kozielskim PG1 Przemysław Pawlik, prowadzący aktywną kampanię. Ciekawe jest również, ile głosów uzyska kandydat na prezydenta Dawid Rum.

OKRĘG NR 22 – najmniej liczny

Grażyna BANIAK (PO), Anna DOBROWOLSKA (SLD), Violetta JASKÓŁKA (KWW Roberta Węgrzyna), Marcin KIEREPKA (PiS), Adam OCZOŚ (KWW Tomasza Wantuły)

Tylko piątka kandydatów, najmniej w mieście, powalczy o mandat w Azotach. Faworyt to Adam Oczoś – jako jedyny z tej piątki był już radnym.

OKRĘG NR 23 – na północy bez zmian

Dariusz BROJ (KWW Wojciecha Jagiełły), Artur JAWORSKI (PiS), Maciej MAGOŃ (Nowa Prawica), Hubert MAJNUSZ (Mniejszość Niemiecka), Elżbieta MASTERNAK-HUCZEK (KWW Grzegorza Chudomięta), Ewa STOGNIEW (SLD), Krzysztof ŻAK (KWW Roberta Węgrzyna)

Ciekawy okręg, w którym nie spodziewamy się niespodzianki. Hubert Majnusz radnym był i prawdopodobnie będzie nadal. Dobry wynik może osiągnąć Dariusz Broj, który porzucił PO na rzecz komitetu Jagiełły, a także Ewa Stogniew, szefowa rady osiedla Kuźniczka.

23:56, mnovack
Link Dodaj komentarz »
piątek, 07 listopada 2014
Jednomandatowa rewolucja

Kędzierzyn-Koźle stoi u progu wielkiego wyborczego eksperymentu. Co wyłoni się z chaosu spowodowanego wprowadzeniem okręgów jednomandatowych w wyborach do rady miasta – jeszcze do końca nie wiadomo. Pewne są tylko spore zmiany w jej składzie. Zacięta walka rozegra się również o powiat.

Wybory samorządowe A.D. 2014 są dla Kędzierzyna-Koźla niezwykle ważne. Powie ktoś – jak każde inne. Tym razem jednak stawka jest szczególna. Nadchodząca kadencja jest bowiem ostatnią, w której do naszego kraju szerokim strumieniem popłyną środki unijne. Kędzierzyn-Koźle może na tej fali unieść się wysoko, może nie do krainy mlekiem i miodem płynącej, ale choćby do nieco lepszego standardu życia i przestrzeni miejskiej. Może też zostać doszczętnie przez tę falę rozmyty, jeśli przetoczy się ona do miast ościennych (Opole, Gliwice), a nasze – coraz bardziej tracąc do nich dystans – ostatecznie spadnie do wojewódzkiej drugiej ligi.

Kluczowe jest więc to, by tę unijną szansę wreszcie wykorzystać. Dotąd było z tym krucho – zamiast najpilniejszych inwestycji (np. dróg rowerowych) aplikowano ostatnio głównie o środki na wytwory lokalnej megalomanii w rodzaju parku edukacyjnego w Kłodnicy.

Ale jest jeszcze coś ważniejszego. I to znacznie.

Wybory 2010 r. przyniosły wielki sukces Tomaszowi Wantule i jego środowisku. Jednak po czterech latach zamiast politycznej odnowy i ożywczego impulsu mamy do czynienia z ciągiem afer, łamania prawa, arogancji władzy, słowem – z całym szeregiem niepokojących zjawisk. Jak na dłoni widzimy na szczytach władzy nadreprezentację ludzi dbających głównie o swój interes, niekompetentnych i zwyczajnie niegodnych zajmowanych funkcji. I błędem byłoby wskazywanie tu tylko na niedobitki Komitetu Wantuły i środowiska skupionego wokół prezydenta. Wielu z tych ludzi pasożytuje na mieście znacznie dłużej. Jednym słowem: Kędzierzyn-Koźle potrzebuje jak nigdy gruntownego przewietrzenia samorządu. Lokalnego Majdanu, arabskiej wiosny i ruchu oburzonych w jednym.

Wydawać by się mogło, że wsparcie przyszło z góry. Pierwszy raz radnych miejskich będziemy wybierać w jednomandatowych okręgach wyborczych (w skrócie JOW). Dla wielu JOW-y to niemal kamień filozoficzny, recepta na gruntowne uzdrowienie polityki. Mają rację?

Wszystkie ręce na powiat

Zacznijmy jednak od powiatu, gdzie zostały rzucone wyjątkowo duże siły. O mandat radnych powiatowych ubiega się czterech z siedmiu kandydatów na prezydenta: Wiesław Fąfara, Wojciech Jagiełło, Tomasz Wantuła i Artur Widłak. Biorąc pod uwagę, że Sabina Nowosielska wybrała walkę o sejmik województwa, o mandat miejskiego radnego powalczą tylko Grzegorz Peczkis (najpewniej go uzyska) i Dawid Rum (mający na to śladowe szanse).

Radę miasta na radę powiatu zamienić pragną Mirosław Wantuła i Grzegorz Mankiewicz. Odmienny kierunek obrały Beata Łobodzińska (PO) i Olga Pokorska-Młodzińska (kiedyś PiS, obecnie KWW Grzegorza Chudomięta). Specyficznym przypadkiem transferu jest Łukasz Szostak, który po raz drugi powalczy o mandat radnego, ale tym razem w sąsiedniej gminie Bierawa.

Mimo że wśród kandydatów do rady miasta wciąż znaleźć można wiele znanych postaci, to jednak ich ogólna siła nie powala na kolana. Poza nielicznymi wyjątkami, w większości okręgów realna walka rozegra się pomiędzy dwoma, góra trzema osobami. Są też takie, gdzie zwycięzcę można spokojnie typować już teraz. A przecież to miasto dysponuje większymi środkami, realizuje bardziej spektakularne inwestycje, przyciąga większą uwagę mediów i mieszkańców niż powiat. Tyle, że walka o mandaty radnych w powiecie jest również walką o stanowisko starosty i członków zarządu powiatu. Stąd jej waga i znaczenie.

O byciu szefem powiatu przez kolejne cztery lata myśli zapewne nie tylko obecna starosta Małgorzata Tudaj, ale i starosta były (Józef Gisman), a także czołowe postacie list SLD (Mankiewicz) i KWW TW (Jacek Żarowski). Najpewniej władzę w powiecie zachowa jednak obecna koalicja PO-MN. Jeśli więcej mandatów zdobędzie PO, władze powiatu się nie zmienią, jeśli MN – nastąpi zamiana gabinetów pomiędzy Tudaj i Gismanem.

Rezygnacje i debiuty

Wspominałem o zamianach miejsc i foteli – mamy też spektakularne odejścia z polityki. Rezygnacja z ponownego ubiegania się o mandat Ryszarda Pacułta, radnego miejskiego pięciu kadencji, i Grzegorza Duszla, radnego czterech kadencji (po dwie w mieście i powiecie) to na pewno wydarzenia znaczące i spektakularne. Z kandydowania zrezygnowała także radna Halina Fogel.

Pojawia się też kilkoro debiutantów. Szeroką frakcją do rady miasta zmierzają przeciwnicy Tomasza Wantuły: wyrzuceni przez niego lub zmuszeni do odejścia z pracy szefowie miejskich jednostek Dariusz Broj i Katarzyna Dysarz, czy też Maciej Krupa, stojący na czele referendum w sprawie jego odwołania. Są znani muzycy: Michał Kacperczyk, Rafał Nosal i Kazimierz Pabiasz. Jest sporo lokalnych społeczników, przedstawicieli stowarzyszeń – szefowie rad osiedli, rowerzyści, działacze sportowi... Widać znacznie więcej ludzi młodych, niezwiązanych dotąd z polityką. Wydaje mi się, że naprawdę jest w kim wybierać, a stwierdzenia „nie mam na kogo głosować” mogą w tym roku wygłaszać jedynie malkontenci i  ignoranci. A sama walka o radę miasta zapowiada się pasjonująco. Tym bardziej, że trudno dziś wyrokować, czy gra idzie o silny front wspierający reformatorskiego prezydenta, czy o silną opozycję hamującą destrukcyjną politykę prezydenta-szkodnika. Rolę radzie miasta rozpisze wynik wyborów prezydenckich, który – tak jak w 2010 r. – bardzo trudno przewidzieć.

Co zmienią JOW-y?

23 jednomandatowe okręgi wyborcze w miejsce głosowania na listy partii i komitetów wyborczych to tegoroczne wyborcze novum. Takie zmiany postulowało wielu specjalistów (m.in. prof. Regulski, twórca reformy samorządowej). JOW-y mają wielu fanów, niektórych bardzo znanych (choćby Paweł Kukiz). Proste zasady, streszczane głównie w haśle „głosowania na ludzi, a nie na partie”, wielu wydają się lekiem na całe zło polskiej polityki – tak na szczeblu krajowym, jak i samorządu. A jak jest naprawdę?

Zalety tego rozwiązania są oczywiste. Wygrywa ten, kto zdobędzie najwięcej głosów – czytelne zasady powinny sprzyjać frekwencji. Specyfika JOW-ów zmusza kandydatów do aktywnej kampanii wyborczej, przede wszystkim samodzielnej – koniec z podpieraniem się siłą popularnego szyldu. No i wreszcie teraz każda część miasta, każde osiedle będzie miało swojego radnego. Nie będzie już takich dysproporcji jak choćby w poprzedniej kadencji, gdzie np. zarówno Kłodnica, jak i trzy razy większe Koźle miały po trzech radnych. Teraz „z urzędu” ten stosunek wynosi 4:2. No i wreszcie otwiera się szansa przed kandydatami pozapartyjnymi, komitetami działającymi tylko na terenie części miasta. Przy poprzedniej ordynacji ugrupowania w rodzaju Kłodnica 2006, Powódź 2010 czy WIR Kamila Nowaka mimo niezłych wyników niektórych z nich z góry skazane były na porażkę. Teraz mogłyby śmiało mierzyć choć w jeden mandat.

Mało kto jednak zwraca uwagę na wady JOW-ów. A te widać gołym okiem już teraz. Podstawową jest olbrzymia niekiedy różnica siły kandydatów w poszczególnych okręgach. Wymownym przykładem jest choćby okręg nr 2, gdzie o zwycięstwo walczy realnie pięciu-sześciu kandydatów, oraz sąsiedni okręg nr 3, gdzie zmierzą się ze sobą anonimowi dla większości wyborców ludzie. Okręgi jednomandatowe to także groźba dość arbitralnego ich wyznaczania (absurdalny okręg złożony z osiedli Rogi i Południe, oddalonych od siebie o przeszło 2 km).

Nie da się także nie wspomnieć, że wprowadzenie JOW-ów w wyborach do Senatu w 2011 r., które w założeniu miało sprzyjać choć częściowemu odpartyjnieniu tego organu, przyczyniło się do jeszcze większej dominacji dwóch głównych partii. Trzech niezależnych senatorów na 100 miejsc to śladowy wynik. Podobnie może być i w naszej radzie miasta – znane, popularne i promowane w prasie nazwisko wpływowego radnego może działać jak walec, który rozjedzie nawet najbardziej ambitnego i pracowitego społecznika. Jeżeli nawet tak nie będzie, w niewielkich okręgach o wyniku jeszcze częściej niż dotąd mogą przesądzać pojedyncze głosy. Przy niskiej frekwencji grozi to sporą dozą przypadku, może też zniechęcenia części wyborców oddających głosy na kandydatów zajmujących dalsze miejsca. W starym systemie pracowały one przynajmniej na wynik listy i przesądzały o liczbie mandatów dla danej partii czy komitetu. W nowym – nie będą znaczyły nic, bo wszystko weźmie zwycięzca.

Moja podstawowa obawa odnośnie JOW-ów jest następująca: czy ludzie w ogóle wiedzą, o co w nich chodzi? Czy wiedzą, z jakiego zestawu kandydatów wybierają i dlaczego sąsiad z drugiej strony ulicy z zupełnie innego? Czy widząc ciekawą ulotkę albo ładny plakat kandydata, a następnie nie widząc go na wyborczej karcie, nie dokonają przypadkowego wyboru? Rewolucja bez wyjaśnienia, o co w niej chodzi, może przynieść zgoła nieoczekiwane efekty.

Przegląd wojsk

O reelekcję w nadchodzących wyborach ubiega się 16 z 23 dotychczasowych miejskich radnych. Zapewne większość z nich będzie faworytami w swoich okręgach. Na ponowny wybór może liczyć jednak tylko 15, bo w okręgu nr 9 Halina Mińczuk stanie naprzeciw Zbigniewa Barszcza. Ciekawe będą też pojedynki miasto – powiat (czyli Czeczot – Łobodzińska oraz Urbańczyk – Pokorska-Młodzińska) oraz walka o mandat byłych radnych (Haczek, Masalski, Oczoś, Swientek).

W nadchodzącej kadencji zmieni się więc co najmniej ośmiu radnych. To sporo.

Już wstępne przymiarki do prognozowania wyborczego wyniku wskazują, że nowa rada może być niezwykle rozdrobniona. W rozdaniu mandatów wziąć udział może nawet sześć-siedem ugrupowań, do tego należy dodać mocną pozycję niektórych kandydatów niezależnych (przede wszystkim Andrzeja Kopackiego i Tomasza Schellera). Efektem może być spory chaos i trudności w funkcjonowaniu rady. Układ polityczny zależeć będzie głównie od tego, kto zostanie prezydentem. Jeśli Wantuła – czeka nas zapewnie powtórka z ostatnich czterech lat, czyli jego walka z dominującą w radzie opozycją. Jeśli Nowosielska, Peczkis lub Jagiełło – prowantułowa opozycja może znaleźć się w mniejszości, a sprawność rządzenia zależeć będzie od umiejętności dogadania się między sobą przeciwników Wantuły (a w ostatnim czasie – już po referendum – wielu z nich mocno się poróżniło). Dość trudno prognozować, co się stanie w razie wygranej Fąfary – jego ostatnia prezydencka kadencja także upływała pod znakiem konfliktu z radą miasta, a SLD raczej nie wspomoże go zbyt wieloma „szablami” w radzie.

Mądrość ludu

Wszystko zatem w rękach wyborców. Obecna kampania wyborcza już teraz jest jedną z ciekawszych od 1990 roku, a byłaby jeszcze ciekawsza, gdyby nie nierówne traktowanie kandydatów przez lokalne media. Sztandarowym przykładem jest tu Grzegorz Chudomięt, goszczący w nich co tydzień jako prezes Czystego Regionu (za publiczne pieniądze), jako „najlepszy radny” (w „obiektywnych” artykułach), w obszernych wywiadach, wreszcie w płatnych reklamach. Gdyby choć niektórzy z jego konkurentów mieli podobne możliwości, wyniki nadchodzących wyborów mogłyby być zupełnie inne.

Na dziewięć dni przed głosowaniem pozostaję jednak umiarkowanym optymistą co do jego wyników. Najwyższy czas dokonać przełomu. Jak nie teraz, to kiedy?

wtorek, 11 marca 2014
Starocie i powroty, czyli XXVI Szantki

PlakatPo niezbyt udanej ubiegłorocznej jubileuszowej edycji w tym roku program Szantek, choć może nie powala na kolana, wydaje się jednak nieco bardziej „świeży”. Zaskoczeniem jest rozciągnięcie imprezy do aż 3 dni, niewątpliwymi atrakcjami – koncerty Smugglers, Beltaine, Klangu czy Grzegorza Tyszkiewicza.

Wszystko zacznie się już w czwartek w „sali pod żyrandolem” Domu Kultury Koźle, gdzie swoje 75 urodziny wraz z publicznością będzie świętował Jerzy Porębski. Słynnemu morskiemu bardowi towarzyszyć będą Marek Szurawski i kapitan Andrzej Mendygrał, autor morskich fraszek oraz wielu polskich przekładów pieśni morza (pisanych głównie dla zespołów Cztery Refy i Ryczące Dwudziestki). To jego druga wizyta na Szantkach – poprzednio gościł u nas w 2007 r.

Grzegorz TyszkiewiczGrzegorz Tyszkiewicz
Foto: Tomasz GOLIŃSKI (szanty.tomaszg.pl)

Piątek to Wieczór Poezji Morskiej - kulminacja festiwalu, dla wielu widzów jedyny interesujący punkt programu (głównie ze względów towarzysko-konsumpcyjnych). Oprócz „stałej ekipy” (Marek Szurawski, Ryszard Muzaj, Andrzej Korycki, Dominika Żukowska) pojawią się po raz drugi zespół Klang oraz Grzegorz Tyszkiewicz. Klang swój powrót po ośmiu latach zaznaczy również dwoma koncertami dla dzieci. To też ciekawa rzecz – dziecięce szanty były nieobecne przez pięć ostatnich edycji, a kiedy były, monopol na nie posiadał zespół Zejman & Garkumpel, zupełnie w tym roku nieobecny.

Tyszkiewicz z kolei został dobrze zapamiętany ze świetnego występu solo w 2009 r. i można się tylko dziwić, że na powrót musiał czekać aż pięć lat. „GooRoo” jako solista jest prawdziwą „szafą grającą”, ma w repertuarze nie tylko utwory autorskie, śpiewa też sporo „pieśni masowego rażenia”, a nawet estradowych szlagierów zupełnie z morzem niezwiązanych. Dlatego też powinien idealnie pasować do nastroju piątkowego wieczoru. Co ciekawe, będzie to wprawdzie jego drugi występ na Szantkach jako solisty, ale trzeci w ogóle – w 1996 r. wystąpił na deskach „Chemika” wraz z zespołem Smugglers, którego frontmanem i głównym wokalistą był przez wiele lat.

SmugglersSmugglers
Foto: Tomasz GOLIŃSKI (szanty.tomaszg.pl)

Brak Grzegorza Tyszkiewicza nie będzie jedyną zmianą w składzie powracających do Kędzierzyna-Koźla po 18 latach (!) przerwy Smugglersów. Z tamtego składu nie żyje już niestety aż dwóch członków – Dariusz Ślewa i Józef Kaniecki. Obecna wokalistka Smugglers, Beata Bartelik, dobrze jednak kojarzy nasze miasto i festiwal – w przeszłości trzykrotnie gościła na nim z zespołem Krewni i Znajomi Królika. Opolszczyznę wspomina miło nie tylko z powodu naszego miasta – w 1987 r. wystąpiła bowiem na Festiwalu Piosenki Polskiej w Opolu z piosenką Sen na pogodne dni, do dziś czasem przypominaną przez radiową Trójkę. Smugglers powszechnie uważany jest za zespół, któremu ryzykowne połączenie muzyki morza z rockiem wyszło najlepiej na żeglarskiej scenie.

Skoro już mowa o wieńczącym festiwal koncercie sobotnim, warto zwrócić uwagę na rozszerzenie formuły Szantek o irlandzki folk. Wprawdzie wiele z goszczących na Szantkach przez lata zespołów miało w repertuarze instrumentalne utwory irlandzkie, jednak po raz pierwszy pojawi się zespół, dla którego taka muzyka jest podstawą repertuaru. Beltaine, bo o nim mowa, również jest w naszym mieście doskonale znany (koncerty na Dni Twierdzy w 2010 r. oraz rok później w „Chemiku”) – być może szkoda, że nie sięgnięto po mniej „ograną” u nas grupę. Niemniej widowisko z udziałem zespołu tanecznego Glendalough powinno być sporą atrakcją. Zwłaszcza, że jest to w chwili obecnej jedyny koncert, na który można jeszcze swobodnie kupić bilety...

wtorek, 17 grudnia 2013
Rock Burger, czyli kawałek Kędzierzyna-Koźla we Wrocławiu

Dziś w południe zainaugurował działalność Rock Burger, nowe przedsięwzięcie gastronomiczne Andrzeja Grydziuka „Kafki”.

I nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie fakt, że szef kultowego kozielskiego Tunelu otworzył lokal we Wrocławiu. Podąża zatem śladami swojego byłego tunelowego wspólnika, Mateusza Kamuselli, który po kilkuletnim wrocławskim epizodzie (lokale Lemoniada i Loft) powrócił do naszego miasta (obecnie związany ze sławięcicką Villą Vanilla).

Rock Burger (vel Rock Burger'y na Skale) znajduje się w kamienicy na rogu ulic Szewskiej i Kotlarskiej. Serwuje różnorodne hamburgery (ceny od 13 do 20 zł), a także frytki i napoje. Kto pamięta hamburgery smażone w cieplejsze dni przed wejściem do Tunelu, ten będzie wiedział, o co chodzi.

Sam lokal jest niewielki, mieści może kilkanaście osób. Urządzony jest w dobrze znanym, tunelowym stylu. Menu z płyt winylowych, lampy z kaset magnetofonowych i butelek, na drzwiach do toalety Jim Morrison, na ścianie motyw rysunkowy z „The Wall” Pink Floyd, a nad barem można zobaczyć m.in. Micka Jaggera i Johna Lennona.

Bliskość rynku, uniwersytetu oraz urzędu miasta dobrze wróży nowemu lokalowi. Trzymamy kciuki za powodzenie kędzierzyńsko-kozielskiej enklawy we Wrocławiu!

12345678910

15:17, mnovack
Link Dodaj komentarz »
środa, 02 października 2013
Blick auf Cosel (8)

Rzadko zdarza się tak bogaty w wydarzenia weekend w naszym mieście jak ten sprzed nieco ponad 2 tygodni, czyli 13-15 września. Poniżej kilka fotografii z niektórych (nie wszystkich!) imprez, jakie miały miejsce. A były jeszcze koncerty na rynku, multimedialne pokazy historyczne, odsłonięcie pamiątkowej tablicy na budynku baszty...

* * *

Grzegorz Podruczny

W piątkowe popołudnie w Miejskiej Bibliotece Publicznej swą nową książkę pt. „Król i jego twierdze. Fryderyk Wielki i pruskie fortyfikacje stałe w latach 1740-1786” promował dr Grzegorz Podruczny. Jeden z jej rozdziałów poświęcony jest twierdzy kozielskiej. W bardzo ciekawym spotkaniu uczestniczyło około 20 osób.
I choć ostatecznie nic nie wyszło z projektu monografii twierdzy, realizowanego z Robertem Słotą, cieszy fakt, że dzięki pracy naukowej dr. Podrucznego mamy coraz więcej publikacji jej poświęconych. A na tym nie koniec, bo kolejna jego książka dotyczyć będzie śląskich twierdz w okresie po 1786 r. Dla fortyfikacji kozielskich był to bardzo interesujący okres.

* * *

Jubileusz Towarzystwa Ziemi Kozielskiej

Swój okrągły jubileusz świętowało Towarzystwo Ziemi Kozielskiej. Podczas gdy większość podobnych regionalnych towarzystw zaprzestało działalności, TZK może poszczycić się 50-letnią historią. Dziś głównym obszarem działania TZK jest prowadzenie miejskiego muzeum, gromadzenie książek i dokumentów związanych z ziemią kozielską, organizowanie corocznych seminariów naukowych oraz wydawanie „Szkiców Kędzierzyńsko-Kozielskich”.
Na fot. powyżej przemawia były prezes TZK dr Ryszard Pacułt. Obok obecny prezes Jerzy Drzewiecki.

* * *

Masa krytyczna

W sobotę o 12:00 ze Sławięcic wyruszyła masa krytyczna zorganizowana przez Sekcję Rowerzystów Miejskich. Po sukcesie ubiegłorocznego protestu przeciw zakazowi ruchu rowerów na obwodnicy (około 100 uczestników!) tym razem akcja wypadła dużo skromniej – piętnastokilometrową trasę pokonało tylko 12 rowerzystów. Celem akcji było zwrócenie uwagi na konieczność budowy trasy rowerowej prowadzącej ze Sławięcic do Koźla.

* * *

Dni Twierdzy Koźle

Głównym punktem VII Dni Twierdzy Koźle była oczywiście inscenizacja bitwy, która jak co roku zgromadziła tłumy mieszkańców.

* * *

III Bieg Koziołków

Rekordową liczbę uczestników zgromadził na starcie III Bieg Koziołków. Dziesięciokilometrową trasę najszybciej pokonali biegacze z Rybnika – Marcin Ciepłak (rekord trasy – 31:46.26) i Dawid Malina. Trzecie miejsce zajął Damian Zawierucha z Jastrzębia Zdroju. Ubiegłoroczny zwycięzca, reprezentant Kędzierzyna-Koźla Jacek Sobas tym razem był dopiero czwarty.

15:47, mnovack , FOTO
Link Komentarze (2) »
poniedziałek, 30 września 2013
Nieudany jubileusz - relacja z XXV Szantek

Jubileuszowe Szantki miały miejsce ponad pół roku temu. Uznałem jednak, że było to zbyt ważne wydarzenie, by pozwolić o nim zapomnieć.

Blog po zapowiedzi festiwalu (poprzednia notka) zdążył się zahibernować, zatem nie od rzeczy będzie jego rozhibernowanie właśnie za pomocą publikacji relacji z niego. Tym bardziej, że przyszły historyk kultury Kędzierzyna-Koźla nie będzie miał za wiele źródeł – media coraz bardziej lekceważą tę imprezę. W jednej z gazet relację napisał dziennikarz, który na festiwalu nie pojawił się ani na chwilę.

Ja swoją relację napisałem, ale uznałem, że nie będę póki co mącił i psuł jubileuszu. Czekała sobie więc spokojnie w brudnopisie aż do dziś. Emocje opadły, można więc dołożyć do pieca.

* * *

Po ubiegłorocznym festiwalu, pierwszym po zmianie dyrekcji Miejskiego Ośrodka Kultury, stwierdziłem, że choć był on krokiem w dobrą stronę, to jednak do przywrócenia imprezie dawnej świetności niezbędny będzie znacznie większy budżet. W głowie od dawna miałem bogaty scenariusz takiego jubileuszu: wielki koncert galowy z największymi zespołami tej sceny, udział zarówno „starych znajomych”, jak i powroty po latach. Program ułożony nie tylko dla kilkudziesięciu stałych bywalców, którym do szczęścia wystarczają każdego roku ci sami wykonawcy i te same piosenki, ale także dla licznej (w założeniu) publiczności przyjezdnej oraz młodego widza. Może jakieś legendy z ojczyzny gatunku, może jakieś wystawy, spotkania, warsztaty... Może wreszcie – jak na wielu innych szantowiskach – tawerna festiwalowa.

Marek Szurawski i Jerzy Porębski

Decyzja o okrojeniu budżetu MOK o jedną trzecią oznaczała koniec marzeń o godnym uczczeniu 25-lecia najstarszej (po Wrzosowisku) cyklicznej imprezy kulturalnej w naszym mieście. Jakkolwiek wypada pochwalić ekipę MOK za znalezienie w tej trudnej sytuacji sponsorów (głównie związanych z branżą rzeczno-żeglugową)...

Wszystko po staremu

...tak trudno nie zauważyć, że po ubiegłorocznym delikatnym postępie, w tym roku w kwestii programu padła komenda „cała wstecz”. Stare Dzwony oraz Zejman & Garkumpel „zaliczyli” niemal wszystkie edycje Szantek. „Festiwal dwóch aktorów” wrócił z całą mocą. Słuchacze, którzy chcieliby posłuchać w miarę reprezentatywnego zestawu artystów polskiej sceny szantowej muszą po prostu wybrać się na inny festiwal. Sytuacji nie uratowały Ryczące Dwudziestki, może tylko trochę Chris Ricketts, który w Kędzierzynie-Koźlu pojawił się już po raz trzeci, ale pierwszy na Szantkach.

Hanna Białas i Beata Malajka

Wieczór Poezji Morskiej jak zwykle po brzegi wypełnił „starą” salę kozielskiego domu kultury, mimo ustanowienia kolejny raz rekordu ceny biletu na koncert szantowy. 60 złotych nie kosztują nawet najdroższe bilety na festiwale krakowski czy wrocławski.

W tym roku Marek Szurawski tematem przewodnim Wieczoru Poezji Morskiej uczynił postać Karola Olgierda Borchardta, legendarnego pisarza i marynisty. Gawędy i wspomnienia o kapitanie należały do ciekawszych aspektów tego wieczoru. Szczególnie przypadły mi do gustu specyficzne mądrości kapitana: jeśli już zmieniasz świat, zaczynaj od siebie, czy też do krowy nie podchodź od przodu, do konia od tyłu, a do osła od żadnej strony. „Szurawa” jak zwykle recytował też wiersze.

Muzyczną ilustracją były ballady w wykonaniu Jurka Porębskiego, Ryszarda Muzaja, Mirka Kowalewskiego, Andrzeja Koryckiego z Dominiką Żukowską. Plus jeszcze jedna jedyna Ballada o Morzu Sargassowym w wykonaniu Marka Szurawskiego. Specjalnie oryginalnie nie było: Poręba zaśpiewał m.in. Nie wiem skąd się wziął, Bosmana (z chóralnym refrenem w wykonaniu publiczności), Koval – Pod żaglami Zawiszy, Ryszard Muzaj – Kartki z dziennika. Jedną z nielicznych (o ile nie jedyną tego wieczoru) premier była piosenka Kapitan Borchardt w wykonaniu duetu Korycki – Żukowska. Na scenie pojawił się też na chwilę Chris Ricketts, zaśpiewał dobrze znane Shenandoah. Publiczność wspomogła go odśpiewując – po polsku – refren.

Artystyczne nieporozumienie

Po przerwie na scenę wyszła Anna Jellinek, odśpiewując „hymn Szantek” swojego autorstwa. Warto to podkreślić – bo też niestety nie każdego roku było to regułą. Nadal też mam wrażenie, że Ania jest w temacie Szantek wiecznym „tematem do zagospodarowania”, tyle że nikt z organizatorów za bardzo nie wie, jak się za ten temat zabrać. Mam nadzieję, że w jakiejś formie usłyszę jeszcze piosenki z czasów zespołu Shanty Women, może reaktywuje się projekt z udziałem m.in. Rafała Nosala, czyli Ringabulina? Mając na miejscu kogoś, kto przed 20 i więcej laty występował na tylu szantowych scenach, warto znacznie lepiej to wykorzystać.

Widząc na plakacie hasło „Pieśni masowego rażenia”, będące wśród co bardziej wymagających szantyfanów raczej synonimem artystycznej stagnacji, czasem wręcz bylejakości, miałem złe przeczucia. Częściowo potwierdziły się podczas kolejnej części tego wieczoru.

Wieczór Poezji Morskiej

Pomysł z wykonaniem 25 najbardziej znanych szantowych szlagierów śpiewanych przez 25 lat festiwalu nie był zły. Podobnie jak z wyświetlaniem tekstów na ekranie, żeby włączyć do śpiewania publiczność. Po co jednak było robić cyrk z losowaniem utworów, skoro i tak były to konkretne kawałki przeznaczone dla konkretnych wykonawców, doprawdy nie wiem. Wiadomo było z góry, że Samantha  to Mirek Kowalewski, Regaty – Jurek Porębski itd. Za to Hania Białas miała swoje (dużo więcej niż) pięć minut na scenie.

Dobór utworów ograniczał się do repertuaru „stałych gości”. Jednym z nielicznych wyjątków było Tańcowanie. Nikt niestety nie pomyślał, by wspomnieć, czyjego autorstwa to utwór i kto wykonywał go w Kędzierzynie-Koźlu. A przecież Krewni i Znajomi Królika z Jarosławem Zajączkowskim to też kawałek historii festiwalu.

W tej części na scenie pojawiły Ryczące Dwudziestki. Kto jednak liczył na „normalny” występ zespołu, musiał srogo się zawieść. Hity ostatnich lat typu Moje morze czy Opowieść przy kielichu były wykluczone choćby dlatego, że nieobecny był Wojciech Dudziński, jeden z wokalnych liderów grupy. Udział pozostałej czwórki ograniczył się do odśpiewania bodaj czterech (!) utworów. Poza tym w zasadzie statystowali na scenie, robiąc tło/chórki dla innych. Udział Ryczących w festiwalu w takiej formule zupełnie mijał się z celem.

Jasne punkty

Drugi dzień festiwalu nie mógł zatrzeć negatywnego wrażenia. Było skromniej, ale może nawet bardziej interesująco niż dnia pierwszego. Mniejsza była publiczność. O ile Wieczór Poezji Morskiej tradycyjnie śledził komplet widzów (130 osób), o tyle drugiego dnia na tej samej sali zasiadło pół setki ludzi.

Zbigniew Murawski z nyckelharpą

Zejman & Garkumpel, stały uczestnik Szantek przez 20 pierwszych lat, nie pojawiał się od jakiegoś czasu na festiwalu w komplecie. Wiele się przez ten czas w grupie działo. Ulubieńcy miejscowej publiczności zagrali m.in. znakomity cover norweskiej piosenki folkowej, po polsku znanej jako Taniec lisa, wilka i zająca. Szczególną atrakcją utworu jest Zbyszek Murawski grający na nyckelharpie.

Po niezłym występie Zejmana na scenie pojawił się Chris Ricketts, zaczynając nietypowo – od North West Passage. Były hity znane już z dwóch poprzednich występów Chrisa w Kędzierzynie Koźlu, takie jak Wade in the Water, Bully in the Alley czy South Australia.

Chris Ricketts

Chris zaprosił na scenę także swoich przyjaciół. Billy Gregory towarzyszył mu w utworze Hanging Johnny, Todd Hooker w Between the Devil and Deep Blue Sea. To tytułowa piosenka z nowej płyty artysty. Mieliśmy jednak pecha, bo płyta nie zdążyła trafić do Chrisa z tłoczni przed wyjazdem, spóźniła się dosłownie o jeden dzień. Nie mogliśmy więc się z nią zapoznać. Końcówka występu chłopaków była już niezbyt szantowa, na bis zaśpiewali popularny ostatnio kawałek Teenage Kicks.

* * *

XXV Szantki były dla mnie potężnym zawodem. Zapowiedzi nowej dyrekcji MOK okazały się niewiele warte w konfrontacji z dość poważnym obcięciem budżetu instytucji, a także siłą nieformalnych układów, które od lat narosły wokół festiwalu. Szantki w obecnym kształcie są imprezą dla 40-50 osób, które wprawdzie nie bardzo lubią słuchać szant, ale za to lubią liryczno-kabaretowe piosenki o żeglowaniu w wykonaniu głównie Andrzeja Koryckiego. O takich szczegółach jak kiepskie nagłośnienie, słaba promocja i niebywale późne ustalenie programu imprezy (nieliczne plakaty pojawiły się na mieście dopiero 10 dni przed festiwalem) szkoda nawet wspominać.

Czasy, gdy na Szantki przychodziło 400 widzów, gdy impreza zapraszała przynajmniej część czołowych zespołów sceny żeglarskiej, gdy hasło „szanty” w nazwie imprezy nie było wyłącznie pustym sloganem – już dawno są tylko wspomnieniem. Może kiedyś wrócą, ale do tego nie wystarczy – jak się przekonaliśmy – wyłącznie zmiana dyrektora MOK. Potrzebna jest mentalna rewolucja w tej instytucji, której kolejne pokolenia młodych mieszkańców miasta wypatrują bezskutecznie od wielu, wielu lat.

XXV Ogólnopolski Przegląd Piosenki Żeglarskiej i Poezji Morskiej "Szantki", Dom Kultury "Koźle", 8-9 marca 2013 r.

piątek, 08 marca 2013
Szantki – 25 lat minęło

Burzliwy 1989 rok, społeczeństwo z nadzieją śledzi obrady Okrągłego Stołu, zmiany wiszą w powietrzu... Z Kędzierzyna-Koźla emigrują setki mieszkańców, w miażdżącej większości do RFN. Tymczasem w Domu Kultury „Lech” w Blachowni odbywa się pierwsza edycja festiwalu, który wkrótce stanie się jedną ze sztandarowych imprez kulturalnych w mieście.

Plakat

25 edycja Ogólnopolskiego Przeglądu Piosenki Żeglarskiej i Poezji Morskiej niewątpliwie jest wydarzeniem. Do tego, że dla lokalnych mediów znacznie większym są śmiesznostki w rodzaju politycznego transferu Leona Piecucha, już przywykłem. O słabości lokalnego dziennikarstwa, o kiepskiej organizacji, o dziwnych układach związanych z imprezą – być może będzie okazja napisać później. Dzisiaj, w dniu rozpoczęcia festiwalu, skupię się na tym, co czeka tych, którzy zdecydują się na niego wybrać.

Na pierwszy ogień Wieczór Poezji Morskiej – zadziwiające połączenie autentycznej poezji (konia z rzędem temu, kto pokaże mi ponad setkę ludzi słuchających recytacji wierszy) i ballad z typowo tawernianym (bywały lata, że i z pijackim) klimatem na widowni. W ostatnich latach ten koncert, dawniej tylko wstęp do kulminacji w postaci koncertu galowego, stał się absolutnym gwoździem programu festiwalu. W tym roku nie przeszkodziła i słaba promocja (plakaty pojawiły się dopiero 10 dni temu), i rekordowa na skalę kraju cena (60 zł) – biletów na piątek nie ma już od dawna.

Marek Szurawski to legenda polskiej „szantologii”. Autor książki „Szanty i szantymeni”, twórca audycji radiowych, organizator obozów marynistycznych, zawodowo zajmujący się treningiem pamięci (autor książek o tej tematyce, prowadzi również szkolenia). Obdarzony specyficznym rodzajem charyzmy scenicznej – nie ma wybitnego głosu, niemniej niezmiennie fascynuje. Gra na oryginalnych instrumentach – koncertynie i kościach. W programie poświęconym postaci Karola Olgierda Borchardta (pisarz-marynista, autor powieści „Znaczy kapitan”) towarzyszyć mu będą Ryszard Muzaj, Jerzy Porębski, Andrzej Korycki. Każdy z nich występuje jako solista, a w czwórkę tworzą Stare Dzwony. Zespół istnieje od 30 lat, choć obecnie stanowi raczej specyficzną platformę artystyczną, będącą forum prezentacji indywidualnych dokonań jej członków z nurtu współczesnej piosenki żeglarskiej. Przed laty była to jednak rasowa grupa szantowa, wszystko zmieniło się jednak po śmierci w 1995 r. Janusza Sikorskiego.

Mirosław Kowalewski i Tadeusz Melon to członkowie zespołu Zejman&Garkumpel. Warszawiacy potrafią dostarczyć rozrywki spod znaku wiatru i wody każdemu słuchaczowi, od dziecka po dorosłego. Ich program dla dzieci dwa tygodnie temu na festiwalu Shanties w Krakowie otrzymał nagrodę Grand Prix. „Koval” ostatnio często pokazuje się jako solista. Warto też zaznaczyć, że Z&G gościł na Szantkach już w 1989 r. i odtąd zespół (lub lider solo) gra na festiwalu co roku, opuścili bodaj tylko zeszłoroczną edycję.

Ryczące Dwudziestki w tym roku obchodzą swoje 30-lecie. To jedna z najpopularniejszych grup szantowych w kraju. Na Szantkach gościli dwa i... dwadzieścia dwa lata temu, niektórzy widzowie mogą ich też pamiętać z plenerowych koncertów na „pływadłach” w 2006 i 2008 r. Kiedyś brzmieli klasycznie, od wielu lat jednak fascynuje ich brzmienie przypominające grupy wokalne w rodzaju Take 6 (czy, z polskiego podwórka, Audiofeels). Wykonawcy szantowego megahitu Hiszpańskie dziewczyny.

No i Chris Ricketts. Młody Anglik gościł już u nas dwukrotnie, dając udane koncerty w lipcu 2011 r. w Athenie i w lutym 2012 r. na kinowej sali Domu Kultury „Koźle”. Na festiwalu zaprezentuje się po raz pierwszy, a będzie czego posłuchać. Grą Chrisa na gitarze zachwycał się sam Dariusz Czarny, a jego utwory były emitowane nawet w radiu BBC.

Drugi dzień to w dużej mierze powtórka z rozrywki. Ta sama sala, ten sam Chris Ricketts, jedynie do Mirka Kowalewskiego i Tadzia Melona dołączy pozostała część zespołu. Za to na ten koncert można kupić jeszcze bilety, i to o połowę tańsze (30 zł).

Nie ukrywam, że gdy zobaczyłem program jubileuszowego festiwalu, poczułem spory zawód. Nie tak wyobrażałem sobie jubileusz, więcej – nie tak wyobrażam sobie funkcjonowanie miejskiej kultury. Niemniej zachęcam wszystkich do przyjścia na Szantki. Jeśli ktoś jeszcze na nich nie był, na pewno zobaczy ciekawe wydarzenie.

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5