Blog > Komentarze do wpisu
Cosel.blox.pl – na dobry początek

Cosel, Kosel, Krosl, Kozlí, Koźle... Miasteczko nad Odrą, wcześniej gród i kasztelania, powstałe na skrzyżowaniu ważnych szlaków handlowych. Przez stulecia położone w strefie nadgranicznej, arena wojen i konfliktów zbrojnych (najazdy Czechów w XII w., wojna trzydziestoletnia, wojny śląskie, napoleońskie, trzecie powstanie śląskie, wreszcie II wojna światowa). Należało kolejno do Polski, Czech, Austrii, Prus i Rzeszy Niemieckiej, by po ostatniej wojnie powrócić (po przeszło 600 latach!) do Polski. W 1975 r. Koźle zostało wchłonięte przez pobliski Kędzierzyn, by wraz z Kłodnicą, Sławięcicami i kilkoma wsiami wejść w skład wzorcowego socjalistycznego miasta o nazwie Kędzierzyn-Koźle. Dziś w tym ogromnym (123,4 km2!), niespójnym, nietypowym organizmie miejskim pełni funkcję „centrum historycznego”, drugiego po kędzierzyńskim „centrum nowoczesnym”. Jest jedyną częścią miasta o tradycyjnym, historycznym układzie urbanistycznym (rynek, szachownicowy układ ulic starówki). Przez Koźle przepływa Odra, co przy jego położeniu na terenach zalewowych miewa poważne konsekwencje (katastrofalna powódź w lipcu 1997 r., nieco mniejsze w sierpniu 1985 r. i w maju 2010 r.).

Koźle jest zdecydowanie najładniejszą i najcenniejszą pod względem zabytkowym (m.in. zamek, pozostałości twierdzy kozielskiej, port, kamienice z XIX i początków XX w.) częścią Kędzierzyna-Koźla. Mieszkańcy Koźla stanowią dziś niespełna 1/4 mieszkańców całego miasta. Mimo tego ta właśnie jego część wydaje się być uprzywilejowana. To w Koźlu siedzibę ma m.in. urząd miasta, biblioteka publiczna oraz trzy szkoły średnie (liceum, „budowlanka” i „żegluga”). Tu odbywa się większość miejskich imprez masowych (finał spływu „pływadeł”, zawody triathlonowe, Dni Twierdzy Koźle, wiele edycji Dni Miasta). Niemniej jednak, w porównaniu z dawnymi czasami, Koźle może dziś żyć jedynie wspomnieniami dawnej świetności.

Siłą miasta jest jego szata symboliczna. Zabytki, historia, swoista „magia miejsca”. W przypadku Koźla – ciągle mało znana, dla nowych mieszkańców tej ziemi stanowiąca wręcz terra incognita. Trwająca obecnie moda na odkrywanie śladów przeszłości trafiła jednak do niektórych z nich. Często harmonijnie towarzyszy pogłębionemu przeżywaniu współczesności.

Niepodważalne są zasługi w dziedzinie lokalnej historii Karola Joncy czy Ryszarda Pacułta. Współczesne spojrzenie socjologa prezentuje Edward Nycz. Warto wspomnieć o pasjonatach bez wykształcenia historycznego: Alfonsie Rataju (specjalizującym się przede wszystkim w historii Kędzierzyna) czy Romualdzie Żabickim. Pojawiły się pozycje historyczne autorstwa byłych mieszkańców Koźla (Josef Gröger) i ziemi kozielskiej (Herbert Probe). Wielu miłośników szeroko pojmowanej „lokalności” skupiają Towarzystwo Ziemi Kozielskiej i Towarzystwo Przyjaciół Sławięcic. Wreszcie, last but not least, lokalni dziennikarze – kronikarze czasów nam bliższych.

Przebywając przez lata „na obczyźnie” (Poznań, Wrocław), mając swoje „duchowe ojczyzny” również w innych miejscach (Mazury), obserwując odradzanie się „nowej lokalności” w wielu miejscach Polski – postanowiłem włączyć się w ten proces. Najpierw pisząc przez kilka lat do „Gazety Lokalnej” (później „Nowej...”), gdzie w kilku felietonach, recenzjach książek o mieście, relacjach z imprez kulturalnych, starałem się zapisać swoją mikroskopijną kartę w kreowaniu lokalnej tożsamości – co w naszym, „paskudnym” podobno, mieście, nie jest proste, ale jednak bardzo potrzebne.

 

Założeniu nowego blogu powinien towarzyszyć jakiś manifest, płomienna deklaracja wyrażająca cele, wielkie plany i nadzieje z tym faktem związane... Tutaj wydaje mi się to niepotrzebne, bo blog z założenia ma być tworem otwartym, zmieniającym się w miarę potrzeb i nowych inspiracji. Oczywiście mógłbym np. sparafrazować słowa Kazimierza Brakonieckiego, jednego z założycieli Wspólnoty Kulturowej „Borussia”: ja, przedstawiciel trzeciego pokolenia, zamieszkałego (bo urodziłem się gdzie indziej!) w tej krainie po drugiej wojnie światowej – jestem kolejnym spadkobiercą krajobrazu, kultury i pamięci, tworząc wspólnotę żywych i umarłych Polaków, Czechów, Austriaków, Prusaków, Niemców, Ślązaków, Żydów, Europejczyków, czułym i krytycznym uczniem historii i krajobrazu. Mógłbym przywołać kilka haseł-kluczy: kapitał kulturowy, kapitał symboliczny, topografia kultury, mała ojczyzna, pamięć miejsca, zakorzenienie... Kilka tytułów książek, które kształtowały moją wrażliwość w tych kwestiach: „Powrót do Sowirogu” Jacka Borkowicza, „Prowincja człowieka” Kazimierza Brakonieckiego, „Goniąc kormorany...” Wojciecha Darskiego, „Podróż w krainę dzieciństwa” i tetralogia gliwicka Horsta Bienka. Wiele pojedynczych artykułów, na czele ze śląską publicystyką Michała Smolorza i Aleksandry Klich. Wiele tytułów książek jeszcze nieprzeczytanych, a nawet niezakupionych, niezdobytych... Bardzo to wszystko patetyczne i podniosłe, a ja pragnę pisać skromnego bloga, skrojonego na miarę własnych pasji, fascynacji.

Niewątpliwą inspiracją były też dla mnie liczne „miejskie” blogi tematyczne. Pierwszym był blog o Olsztynie, później m.in. o Katowicach, a zwłaszcza doskonały blog Wrocław z wyboru – świetny graficznie, merytorycznie, po prostu wzór do naśladowania. Tematyka blogów poświęconych miastom bywa bardzo różna, często np. wyłącznie historyczna – ja pewnie będę pisał o wielu różnych sprawach, ale na pewno historia będzie jednym z dominujących tematów.

Zakres moich zainteresowań to kilka sfer, uporządkowanych hierarchicznie: Koźle – Kędzierzyn-Koźle – ziemia kozielska – szerokie uniwersum spraw luźno lub może nawet czysto iluzorycznie związanych z miastem. Tematyka i formy zapewne ukształtują się spontanicznie. Chciałbym też skorzystać z wartościowych tekstów innych osób, jeśli tylko uzyskam ich zgodę na „przedruk”. Muszę też podkreślić rzecz oczywistą: mimo stałego (nieprzerwanie od 1984 r.!) zameldowania w Koźlu od 10 lat trudno nazwać mnie stałym mieszkańcem miasta. Będzie to na pewno miało wpływ na moje pisanie.

Uwaga techniczna: nie jestem fanatycznym zwolennikiem zasady, że tekst raz opublikowany w sieci powinien być niezmienny. Zastrzegam sobie prawo do ich poprawiania, uzupełniania, choć tylko w koniecznych przypadkach.

Blogowi towarzyszy grupa na Facebooku, gdzie można zabierać głos we wszystkich sprawach związanych z publikowanymi tu treściami, bez konieczności zakładania konta na Blox.pl.

Do dzieła zatem.

piątek, 16 lipca 2010, mnovack

Polecane wpisy

  • Solidarność, niezłomność, wyklętość

    Tu będzie felieton

  • Żywioł zaatakował w Rogach

    Wczesny poniedziałkowy wieczór 11 lipca 2016 r. mieszkańcy Rogów zapamiętają na długo. Wichura uszkodziła tam kilkadziesiąt budynków, z czego 10 całkowicie pozb

  • Powrót do Koźla

    Powrót. Cóż za semantyczna pojemność zawiera się w tym słowie. Krok w tył? Czy powrót na dobrze znany szlak? Wracałem przez kilkanaście lat. Dziesiątki razy. Na

Komentarze
2010/07/18 23:56:53
Bardzo ładnie Michale, to napisałeś i ładne intencje Ci przyświecają.
Na początek jako komentarz dobry tu mi się wydaje kawałek z Romana Kołakowskiego:

Tutaj się urodziłem, tu w kamienicy czynszowej,
Tutaj się chodzić uczyłem przy starej kuchni węglowej,
Zapomnieć się nie udaje bólu co wtapia się w serce
Gdy odcisk dłoni zostaje na rozpalonej fajerce
Dziś gdy pobieżny remont skończony metraż zwiększony urząd mi przyzna
W polskim Wrocławiu niemieckie domy to włąśnie moja ojczyzna
A Lwów to dla mnie zagranica, śpiewny język, stare kino,
Lwów to dla mnie tajemnica, niespełniona nigdy miłość...
Lwów to czas co się oddala, przedwojenny elementarz
To wesoła lwowska fala, no i Łyczakowski cmentarz.
-
2010/07/19 21:44:19
Miło być inspiracją :) Powodzenia i wytrwałości :) Pozdrowienia!